Połączenie dwóch spraw kryminalnych w jedną stanowi dla Marcina skomplikowaną zagadkę. Nie zawsze da się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, a tym bardziej jeśli teraźniejszość trudno powiązać z wydarzeniami z przeszłości.
Marcin Hłasko to były policjant, specjalista ds. odnajdywania osób zaginionych, otrzymuje zlecenie od jednej z wpływowych prawniczek. Sprawa dotyczy odnalezienia zaginionej Magdy, młodej dziewczyny, krewnej pani mecenas. Wszelkie tropy do rozwiązania zagadki prowadzą do Starych Kiejkut – miejsca niebezpiecznego, opanowanego przez niejakiego Koeniga i „jego ludzi”. Jak dotychczas, żaden z detektywów nie chciał ryzykować życiem, zatem nie podjął się zlecenia od mecenas Hyżej. Hłasko również odmówił mecenas, lecz z biegiem czasu podjął się od niej pracy. Marcin odkrył, że zaginięcie Magdy prowadzi do miejsca, gdzie przed dwudziestoma sześcioma laty najprawdopodobniej zginął jego ojciec.
Głównym bohaterem a zarazem narratorem jest Marcin Hłasko. Były policjant, jako jeden z cenionych specjalistów, prywatnie był obciążony jedną z największych zagadek jego życia – a mianowicie – gdzie podział się jego ojciec? Zaginiony przed laty Ryszard Hłasko był człowiekiem niekonfliktowym, o łagodnym uosobieniu. Marcinowi coś jednak się nie zgadzało, a w głowie krążyła mu myśl „każdy człowiek ma swoje tajemnice”, a zgodnie z przekonaniem poświęcił pół życia, by dotrzeć do tajemnic swego ojca…
„R.I.P” to druga część z cyklu o Marcinie Hłasko. Pierwszej części „ Martwe popołudnie” nie miałam okazji przeczytać, stąd mojej ocenie będzie podlegać jedynie druga książka. „R.I.P” jest połączeniem kryminału i westernu. Toczy się tu walka zła ze złem. Jak na czarny kryminał przystało, czytelnik otrzymuje porcję zagadek do wyjaśnienia z motywem morderstwa w tle. Rozwiązanie jednej ze spraw pozornie ma odniesienie do przeszłości sprzed laty. Bohaterowi powieści grożą liczne niebezpieczeństwa, dostaje „ostrzeżenia”, że ma się trzymać z dala od grzebania w przeszłości, lecz ten – bliski odkryciu tajemnicy, nie poddaje się.
Jako, że „R.I.P” gatunkowo wiąże się z westernem, nie brak tu motywu awanturniczych postaci, bójek, strzelanin, dzikości życia wśród koni. Nigdy nie przepadałam za westernami, wydawały mi się nudnymi opowieściami o charakternych, wzajemnie zwalczających się wrogach. Kryminały zaś bardzo cenię za walkę dobra ze złem (zazwyczaj), zestawienie charakterów skrajnych sobie postaci (dobrych i złych), obyczajowość, a niekiedy ukazanie głębszego przekazu w – z pozoru – krwawej opowieści. Jak dotychczas, twórczość Mariusza Czubaja miałam okazję poznać od strony naukowej, a mianowicie po zapoznaniu się z jego publikacjami dotyczącymi literatury kryminalnej. Książki te stanowiły dla mnie przewodniki po literaturze kryminalnej. Poznanie Czubaja od strony literackiej – na przykładzie „R.I.P” również było dla mnie ciekawym doświadczeniem. Nigdy wcześniej nie miałam okazji przeczytać powieści łączącej w sobie cechy gatunkowe kryminału i westernu. Co prawda pisarz nie zachęcił mnie do westernów, lecz za sprawą właśnie intrygującej opowieści kryminalnej łączącej w sobie teraźniejszość i przeszłość oraz ciekawej kreacji głównego bohatera przekonał do swojej książki. Polecam miłośnikom kryminału.
Ewelina Grzesiuk
(ewelina.grzesiuk@dlalejdis.pl)
Mariusz Czubaj, „R.I.P”, wyd. Albatros, Opole 2016
Komentarze