Genevieve, Nattie i Polly Baxterówny to tak różne osoby, że można mieć wątpliwości, czy faktycznie są siostrami. Zupełnie inne usposobienia, całkowicie różne typy urody, diametralnie odmienne spojrzenie na świat – każda z młodych kobiet ma swoją wyjątkową naturę i historię do opowiedzenia. Łączy je jednak to, że po trudnych przejściach i bolesnych doświadczeniach znalazły kąt w rodzinnym pensjonacie nad morzem w Angel Sands. Ich pomoc okazuje się niezbędna, gdy znudzona i, we własnym przekonaniu, zaniedbywana matka Selena postanawia opuścić najbliższych i udać się w podróż do Nowej Zelandii. Na nieszczęście wszystkich, zakochany w żonie bez pamięci tata Dean pozwala jej na szaleństwo, które może skończyć się według najgorszego możliwego scenariusza...
I prawdopodobnie pensjonat popadłby w ruinę, ojciec pogrążyłby się w depresji, a siostry całymi dniami nic by nie robiły, gdyby nie Genevieve. Najstarsza i najbardziej rozsądna z całej trójki, dzięki wsparciu życzliwych osób, ciężkiej pracy i poświęceniu utrzymuje cały bałagan w ryzach. Jednak jej opanowanie zostaje wystawione na ciężką próbę, gdy w Angel Sands zjawia się Christian – ten, dzięki któremu przeżyła najpiękniejsze, ale i najgorsze chwile w swoim życiu; mężczyzna, który nauczył ją zaufania i przyjaźni, a następnie zranił najboleśniej ze wszystkich. Na szczęście Gen ma obok siebie rodzinę, która stoi za nią murem i nie pozwoli, by ukochana siostra, córka i wnuczka po raz kolejny miała przeżyć przez niego piekło. Nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że najstarsza Baxterówna nie jest już nastolatką, a uczucia tłumione przez wiele lat w odpowiednich warunkach mogą wybuchnąć ze zdwojoną siłą.
„Rajski domek” to kolejny po „Ogrodzie marzeń” dowód na to, że Erica James chce uszczęśliwiać bohaterów swoich powieści. Mam nadzieję, że nie zdradzę niczego niezwykłego, jeśli napiszę, że w końcowej scenie każda Baxterówna znajduje się w ramionach odpowiedniego mężczyzny, tego, który przez całą powieść zabiega o jej uwagę i uczucie. A szkoda. Przez taką banalność i konieczność zakończenia każdego wątku w podobny sposób James nie zaskakuje, bo wiadomo, że i tak wszystko skończy się dobrze. Oczywiście, zdarzają się sceny smutne, niekiedy zastanawiające, ale stanowią jedynie przerywniki w prowadzeniu fabuły od punktu A do punktu B.
Erica James ma niewątpliwy talent do pisanie książek ciepłych, serdecznych, ale jednocześnie nieco naiwnych i przedstawiających świat niemal zawsze w jasnych barwach. Każdy z bohaterów, niezależnie od bagażu doświadczeń, zawinionych i niezawinionych grzechów, stopnia determinacji w dążeniu do celów dostaje od autorki prezent w postaci szczęśliwego zakończenia. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że lubuję się w książkach traktujących o nieszczęściach, w których bohaterowie w konfrontacji z losem zawsze wychodzą z pojedynku przegrani. Takie „różowe” patrzenie na świat może wręcz niekiedy wywołać mdłości. Momentami ma się wrażenie czytania bajki, w której świat wyłożony jest czerwonym pluszem, a postaci od czasu do czasu potykają się o rozrzucone dookoła zabawki. W przypadku „Rajskiego domku” idylliczna atmosfera nadmorskiego kurortu i odrobinę senna aura małego miasteczka przypomina nieco klimat z „Domku na prerii”, gdzie niezależnie od tego, jak potężna będzie burza, po niej zawsze wychodzi słońce.
„Rajski domek” to banalna, przewidywalna i momentami oderwana od rzeczywistości powieść. Ale jednocześnie ma swój urok, który sprawia, że mogę ją polecić dużym dziewczynkom lubiącym czytać bajki.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Erica James, „Rajski domek”, Warszawa, Wydawnictwo Jaguar, 2013
Komentarze