Czy współczesna kobieta, rozwódka, matka dorastającej córki oraz właścicielka podupadającej firmy, umiałaby przetrwać w Anglii z początku XIX w.? Tak, gdyby potrzebowała pilnie zastrzyku gotówki, była miłośniczką Jane Austen oraz desperacko poszukiwała męża, łudząco podobnego do pana Darcy’ego (a raczej Colina Firtha).
Chloe Parker wkracza na plan reality show, konkurując z ośmioma innymi kobietami o serce i majątek dziedzica dworku Dartworth Hall, Sebastiana Wrightmana. Wraz z nią przenosimy się w czasy regencji, gdzie suknie do ziemi, obowiązkowe nakrycia głowy, etykieta, bale, herbatki oraz ściśle określone zachowania, były na porządku dziennym. Chloe zafascynowana początkowo magiczną scenerią, szybko przekonuje się, że jej marzenia przeżycia romantycznej przygody, wobec braku udogodnień tj. prysznic, toaleta, komputer, czy telefon, spisków podstępnych konkurentek oraz pojawienia się jednocześnie dwóch niezwykle interesujących mężczyzn, okazują się płonne. Bezwzględna walka toczona między głównymi rywalkami, sprowadza nas do współczesności, odsyłając w siną dal eteryczne panie z wyższych sfer. Gdy na „placu boju” pozostaną dwie, dla jednej z nich, zmienią się nagle priorytety i dopiero wtedy tak naprawdę zwycięży.
Pomysł na „Damę w opałach” nie jest zły i trudno mu zarzucić coś konkretnego. Gorzej jednak z jego realizacją. Karen Doornebos nie mogła bowiem zdecydować się, jakie zachować proporcje pomiędzy tęsknotą za przeszłością, a umiłowaniem nowinek technicznych XXI w. Autorka zdaje się sama gubić w określeniu, co jest dozwolone, a co nie, naginanie zasad staje się regułą, a jej niezdecydowana bohaterka niełatwo odnajdzie się na planie programu. I nie wiem czy bliżej jej do bohaterek prozy Jane Austen, czy też do nieco niezgrabnej i niezdarnej Bridget Jones.
Są takie książki, które trudno zrecenzować. To te, wobec których pozostajemy obojętni. Nie wzbudzają w nas ani smutku, ani radości, nie utrwalają się w naszej pamięci. Ustawiamy je na półce pośród tych, które warto wziąć na plażę, do pociągu, bo ani nie wymagają znacznego skupienia, ani też nie będziemy płakać, gdy je zgubimy.
Do takich książek muszę zaliczyć ze smutkiem „Damę w opałach”. Wzorowana na twórczości Jane Austen powieść, jest jednakże jej tylko marną, choć niepozbawioną uroku namiastką. Jedynym jasnym punktem tej publikacji jest poczucie humoru, jakim niewątpliwie obdarzona jest pisarka, choć trudno powiedzieć, by mogło to uratować całość.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Karen Doornebos, „Dama w opałach”, Znak literanova, Kraków 2012
Komentarze