Przyznam, że z niepokojem sięgałam po „Poruczników 1939” Tomasza Stężały. Przyzwyczajona do ckliwych opowieści o miłości, ewentualnie powiastek detektywistycznych, obawiałam się powieści historycznej. Panikowałam przede wszystkim na myśl o naszpikowaniu szczegółowymi faktami historycznymi i terminologią wojskową. Bałam się, że z tego powodu książka, dość pokaźnych rozmiarów, będzie dla mnie po prostu niestrawna.
Na szczęście, dość szybko okazało się, że moje obawy niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Tomasz Stężała dokonał rzeczy niemożliwej – bardzo realistycznie przedstawił przebieg działań wojennych, a jednocześnie sprawił, że jego opowieść stała się zrozumiała dla laika. I choć autor nie stronił od opisów broni czy rang wojskowych bohaterów, to jednak nie przeszkadzało to w odbiorze książki, a wręcz, nie zawaham się uznać, że dzięki temu „Porucznicy 1939” zyskali na wartości.
Książka Tomasza Stężały to pierwsza część cyklu Trzy Armie, w której opisane są losy żołnierzy niemieckich, polskich i sowieckich podczas II wojny światowej. „Porucznicy 1939” obejmują lata 1937 – 1940, choć oczywiście zdecydowanie najwięcej miejsca autor przeznacza na tytułowy rok 1939. Przez całą książkę poznajemy wojenne losy bohaterów z trzech wrogich armii. Ten zabieg sprawił, że wróg staje się nie tylko wrogiem, ale też człowiekiem – ze swymi lękami, wątpliwościami, tęsknotą za rodziną. Warto podkreślić, że Tomasz Stężała zwraca uwagę czytelnika na ludzki wymiar wojny – konieczność opuszczenia rodzin, tułaczkę, miłość tak trudną do pogodzenia z żołnierska służbą, strach i solidarność współwalczących. Choć „Porucznicy 1939” to przede wszystkim opowieść o walczących żołnierzach, to jednak autor poświęcił kilka podrozdziałów opisując zmagania cywilów – kobiet, których mężowie i narzeczeni zostali wysłani na pole walki, rodziców żegnających swych synów czy ludzi, którzy musieli znaleźć się w nowej rzeczywistości i opowiedzieć po którejś ze stron. A takie rozstania i wybory nigdy nie są łatwe.
To, co naprawdę mnie w tej książce urzekło to fakt, że pomimo tematyki i wybranych bohaterów, autor nie epatuje przemocą i rozlaną krwią. Choć ofiar nie dało się uniknąć, to koncentrując się na opisie działań artylerii, używanej broni, udało się mu odwrócić uwagę czytelnika od drastycznych scen. Bardzo dobrym pomysłem okazało się także umieszczenie zdjęć z czasów wojny, które wiernie oddawały opisy w książce (a może było odwrotnie – to opisy stworzone zostały na podstawie zdjęć?). Dzięki temu w sposób niemal naturalny przenosimy się w miejsce akcji „Poruczników 1939” i mamy namacalny dowód na to, że w książce tej jest znacznie więcej faktów i prawdy, niż mogłoby się wydawać.
„Poruczników 1939” Tomasza Stężały zdecydowanie polecam miłośnikom historii, książek o tematyce wojennej, ale także wszystkim tym, którzy w literaturze poszukują nowych doznań.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Tomasz Stężała, „Porucznicy 1939”, Instytut Wydawniczy ERICA, Warszawa 2011
Komentarze