„Resortowe dzieci. Służby” – recenzja

Recenzja książki „Resortowe dzieci. Służby”.
Na okładce piątka mężczyzn. Gdy się przyjrzymy, wszystkie postaci w takich samych garniturach, w takiej samej pozycji – zmienia się tylko twarz.

I to pierwszy sygnał dla tego, jak autorzy postrzegają opisywany przez siebie resort. A dokładniej ludzi, którzy tam pracowali. Wszyscy tacy sami – mierzeni tą samą miarą. Dlaczego? Pracowali w  tym samym, konkretnym resorcie.

Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ  chciałam się przekonać czy dostanę od autorów (Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz) treść obiektywną, przedstawiającą informacje na temat służb specjalnych. Niestety książka nie jest bezstronnym opisem tego, co było czy jest. Stała się pretekstem do przedstawienia  służb, a może bardziej funkcjonariuszy tego resortu jako osób, które zdradzały i oszukiwały.

Styl autorów jest konkretny i przedstawia szczegółowo opisywane zagadnienie. Z książki można dowiedzieć się wiele rzeczy, jednak czytelnikowi, który stroni od polityki - a do tego nie zna choćby zarysu największych afer ostatnich dekad, ciężko będzie się odnaleźć pośród przedstawionych wydarzeń i zaangażowanych w nie osób. Ponieważ w książce pojawia się wiele nazwisk, właściwie każdy kolejny rozdział poświęcony jest osobnej sylwetce. Do tego dochodzą daty, liczby, powiązania poszczególnych osób z poszczególnymi ludźmi czy grupami.

Bez wątpienia książka wymagała dużo pracy i merytorycznego przygotowania. To widać  już od pierwszej strony. I pod tym kątem do Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza nie można mieć zastrzeżeń. Jednak po pewnym czasie czytania odbiorca natrafia na... osobiste, ironiczne komentarze autorów. Wprowadziły mnie one w zdumnienie i pokazały iż pomimo zawartych w niej informacji i faktycznego przygotowania merytorycznego piszących „Resortowe dzieci. Służby”, nie warto do końca brać tej publikacji na poważnie. A właśnie na taką – poważną i profesjonalną publikację miałam nadzieje, decydując się na ten tytuł.

W książce szybko wychodzi tendencja – przeświadczenie, jakie krąży w społecznym obiegu. Ludzie uważają iż sam fakt należenia do jakichkolwiek komunistycznych organizacji, czy praca w organach ówczesnej władzy czyni z człowieka osobę z rynsztoku moralnej powinności. Gdy ktoś donosił w czasach Polski Ludowej, czy to na kolegów z pracy czy rodzinę, był potępiony przez społeczeństwo. Dzisiaj, gdy donosi na swoich szefów i kolegów, aby wspiąć się wyżej po szczeblach kariery, uzyskuje społeczne przyzwolenie. Nikt nie jest skazywany na ostracyzm, bo nikt nie widzi lub nie chce widzieć w tym nic złego. Nie ma nic złego w tym, iż ktoś otrzymuje upominki w zamian za przysługę, za wybór czyjeś organizacji lub marki do trwającej kampanii lub przetargu, tak przecież wypada, a nawet warto. I nie jest to pozostałość po przednim systemie, to mentalność ludzka niezależna od systemu. Nie trzeba przynależeć, aby donosić, zaprzedać lub zamordować. Można żyć w demokracji, mieć wolne wybory, chodzić do kościoła, a już po wyjściu z niego bić żonę, donosić na sąsiadów lub po prostu wyjść i kogoś zabić z powodu depresji czy frustracji na swoim losem.

Ta książka to niewątpliwie pożywka dla tych, którzy od lat przekonują cały świat o tym, iż „jedynie jedna prawda jest prawdziwa”. To prawda, w której ofiary są siłą do forsowania swoich przekonań, a ich oprawcy i publiczne sądy nad nimi szybką drogą do zwycięstwa. Odniosłam wrażenie, iż autorzy chcą udowodnić, że Polska to gnijące moralnie Państwo i że można stworzyć takie, w którym służby specjalne nie wpływają na politykę i odwrotnie - po prostu nie są ze sobą w żaden sposób powiązane.

Minęło ćwierć wieku, model oficera SB zdewaluował się - doszedł do cienkiej granicy tragikomedii, przede wszystkim poprzez wizerunek medialny. Natomiast sam fakt bycia choćby w zasięgu wzroku SB w przeszłości, nadal wywołuje oburzenie. Skazuje na publiczny lincz przez „prawych obywateli” - bo donosił, bo na pewno współpracował i jak wielki mur od kilku dekad, model ten po prostu tkwi. Wprawdzie już nie rośnie, ale dziury w cegłówkach warto cementować, bo może się okazać, że z wielkiej masywnej ściany zostałby jedynie szkolny murek, na którym przysiadał – czasem przypadkiem, nie jeden z oświeconych obywateli.

Temat książki to ciężka lektura. Nie łatwo ocenić to, co zostało w niej przedstawione. Przede wszystkim przewija się tam - bez wątpienia, sztandarowy zarzut – współpraca z Rosją. W książce odczytujemy informacje o schedzie po byłych współpracownikach w osobach dzieci i wnuków, którzy nadal idą tą samą drogą, którą szli ich poprzednicy.  Owszem, przedstawione sylwetki nie są kryształowe, ale niektórzy z nich to Asy w tym co robili. Poświęcili temu całe życie, płacąc – odpowiednio, swoją indywidualną walutą. Moralnymi wyborami, sumieniem, rodziną, brakiem życia prywatnego, przeświadczeniem, że nie można nikomu ufać. Każdy płacił inaczej – bo każdy miał inną cenę, a bagaż konsekwencji (fizycznych i psychicznych), każdy dźwigał sam. I może pracowali dla Moskwy, ale służbę mieli w Polsce Rzeczpospolitej Ludowej. Po 1989 roku zwierzchnikiem nie była Moskwa, a swoją służbę pełnili już w nowej Polsce. Teraz po 25 latach służba nadal pełniona jest w nowej Polsce - III Rzeczypospolitej Polskiej, lecz sojusznicy są tym razem na zachodzie. Polska zaś pozostaje nadal tą, której bronią - nieważne czy ludowa czy pluralistyczna – wykonują rozkaz. Trzeba pamiętać - to nie czas rodzi zdrajców a sytuacja.

Z tyłu – na okładce książki, można przeczytać: książka została zatwierdzona przez ministerstwo prawdy. Szkoda tylko, że ministerstwo to zawsze prezentuje bezstronność, obiektywizm i prawdę, jaką uosabia i głosi, będący akurat w danej chwili na tym stanowisku minister.

Katarzyna Prędotka
(katarzyna.predotka@dlalejdis.pl)

Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz, „Resortowe dzieci. Służby”, Fronda, Warszawa 2015 r



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat