„Retrospekcja” – recenzja

Recenzja książki „Retrospekcja”.
Słońce, morska bryza, drinki z palemką i… tragedia sprzed lat.

Szkot Chris Brookmyre debiutuje w Polsce „Retrospekcją” (w oryginale „Fallen Angel”, rzadki przypadek, kiedy polski tytuł okazuje się bardziej udany), jednak ogółem jest to już dwudziesta czwarta pozycja w jego dorobku, nie licząc krótkich form. Tych, którzy spodziewają się skąpanych deszczem i grozą Gór Kaledońskich, spieszę uprzedzić, że w książce ich nie znajdą. W ogóle mało w niej Wielkiej Brytanii, ponieważ większość akcji dzieje się na południu Portugalii.

To właśnie tam znajduje się wakacyjna posiadłość Maxa i Celii Temple’ów, a dokładniej są to dwie wille z basenem współdzielonym z trzecią należącą do brytyjskiego sąsiada z ulicy Vince’a. Fabuła składa się z dwóch linii czasowych: teraźniejszości, czyli w tym przypadku roku 2018 i wspomnień z roku 2002. Przez 16 lat wiele się zmieniło, jednak dla niektórych noc, podczas której wypadkowi uległa niespełna dwuletnia Niamh, wciąż nie wydaje się odległa. Teraz jednak Celia i jej dorosłe już dzieci Marion, Rory i Ivy zjeżdżają się, aby ostatecznie pożegnać się z niedawno zmarłą głową rodziny Maxem. W zastępstwie Vince’a zjawia się jego żona Kristen z noworodkiem i świeżo upieczoną kanadyjską au pair Amandą. Ta ostatnia liczy na choć częściowy wypoczynek, zamiast tego dość szybko nabiera podejrzeń względem mieszkającej obok familii.

Pomimo dużej liczby bohaterów (zamieszczone drzewo genealogiczne było naprawdę pomocne) i zmieniających się punktów widzenia (narracja pozostaje trzecioosobowa za wyjątkiem rozdziałów pisanych z perspektywy Amandy ) powieść czyta się szybko. Styl jest prosty i nieprzekombinowany, choć miejscami podejmowana tematyka zahacza o naprawdę mroczne rejony. Jedynie czasem trudno rozpoznać, czy daną uwagę mamy traktować jako przemyślenia postaci, czy raczej niepotrzebnie wtrącane osobiste stanowisko pisarza. Tempo jest dość niespieszne - Chris Brookmyre starał się, abyśmy najpierw wyrobili sobie zdanie na temat głównych graczy, aby potem z satysfakcją roztrzaskać nasze mylne pierwsze wrażenie na kawałki. Moim zdaniem jest to udane posunięcie w przypadku historii bazującej na tajemnicach, kłamstwach i zachowywaniu pozorów.

„Retrospekcja” to okraszony senną atmosferą upalnego lata dramat z nutą thrillera. Końcówka jest dla mnie nieco zbyt cukierkowa, a pewien zwrot akcji zbyt przewidywalny, jednak na pewno nie mogę powiedzieć, że się nudziłam. Autor wie, jak skupić uwagę czytelnika, a fanom typowych opowieści z dreszczykiem wynagrodzić mniejszą dawkę emocji.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Chris Brookmyre, „Retrospekcja”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa, 2021r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat