„Revolterium” – recenzja

Recenzja książki „Revolterium”.
Rewolucje rzadko bywają czyste i chwalebne. Częściej są krwawe, brutalne, pełne gniewu, rozczarowań i bólu. Polska historia zna je aż za dobrze, a Bernard Gromek świadomie sięga po ten ciężar doświadczeń, czyniąc z niego fundament swojej powieści „Revolterium”.

Akcja przenosi czytelnika do Krakowa roku 1848, dwa lata po krwawo stłumionym powstaniu krakowskim. Miasto wciąż pulsuje napięciem, a społeczne emocje nie zdążyły opaść. Z więzienia wychodzi Maks Krom – były rewolucjonista, który stracił wiarę w wielkie idee i polityczne hasła. Marzy już tylko o spokoju i ucieczce do mitycznych Stanów Zjednoczonych. Do realizacji tego planu potrzebuje jednak pieniędzy, a te prowadzą go wprost do zagadki zaginionego skarbu. Wokół niego gromadzi się galeria niejednoznacznych postaci: tajemnicza Madame, hrabia Hipolit Zdański, dawni towarzysze walki i intrygująca baronówna. Każdy ma własne motywy, a granica między przyjacielem a wrogiem okazuje się wyjątkowo krucha.

Autor tworzy powieść awanturniczą mocno osadzoną w realiach epoki. Wartka akcja przeplata się z momentami wyciszenia, które prowokują do refleksji nad ludzką naturą. Bohaterowie są wielowymiarowi i dalecy od schematów – nie sposób jednoznacznie wskazać „dobrych” i „złych”. Kraków jawi się jako miasto brudu, głodu i nędzy, ale też nadziei na wolność i równość. Chłopi, robotnicy, kobiety i mężczyźni, katolicy i Żydzi – wszyscy pragną zmian, choć te niemal zawsze okupione są przemocą. Gromek nie mitologizuje swoich bohaterów. Pokazuje ludzi poranionych, niepewnych, czasem egoistycznych, a przez to niezwykle prawdziwych.

Narracja rozwija się niespiesznie, co momentami może irytować, ale paradoksalnie nie odbiera lekturze siły – trudno odłożyć książkę przed końcem. Styl autora jest oszczędny i chłodny, jednak pod tą powściągliwością wyraźnie buzują emocje. Zakończenie pozostawia otwarte wątki i nie daje pełnej satysfakcji, co jednocześnie można uznać za wadę i zaletę – zmusza bowiem do dalszych przemyśleń.

„Revolterium” to podróż w przeszłość pozbawiona upiększeń i łatwych ocen. Autor pokazuje, że bunt nie zawsze rodzi się z odwagi – bywa skutkiem bezsilności, a największe rewolucje często zaczynają się nie na barykadach, lecz w ciszy ludzkiego umysłu, w chwili, gdy ktoś po raz pierwszy zaczyna zadawać sobie niewygodne pytania.

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Bernard Gromek, „Revolterium”, Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat