Powieść „I nagle stało się wczoraj” powoli wkracza na listę bestsellerów. Historia dwojga przyjaciół dzieje się na Kubie, w której aktualnie rodzi się rewolucja. Są to późne lata 40. Efrain i Oval z biegiem czasu zawładną Kubą. Choć oboje w inny sposób. Życie głównego bohatera Efraina od początku owiane jest tajemnicą. Może wydawać się pasmem nieszczęść, a mimo to bohater ma pewien dar - opowiadania historyjek. Przynosi mu to sławę, bogactwo i... niewolnictwo. Mimo tego że zostaje ulubieńcem widzów i słuchaczy, to staje się również niewolnikiem oczekiwań ludzkich. Oprócz tego, do akcji wkracza kobieta imieniem Aurora. Stanie się ona nieodłącznym elementem obojga przyjaciół. Czy ich poróżni? A może przeciwnie? To historia miłosna opowiedziana tak niesamowicie, że trzeba to przeczytać. Nie da się opowiedzieć. Powieść mówi o pozornym szczęściu wynikającym z twórczości. O tym, że ludzie źle ją odbierają oraz o zemście i wciąż nieokiełznanej przeszłości, która kroczy za bohaterem przez całe życie niczym cień.
Książka „I nagle stało się wczoraj” może wywołać u niektórych osób pewien niesmak. Ostro napisana powieść Borisa Izaguirre daje nam brutalny obraz rewolucji nie tylko politycznej, ale i tej w duszy i ciele. Wszechobecne wulgaryzmy nadają pazur opowieści, ale dość mocno przykuwają swoją uwagę. Może zbyt mocno. Urozmaicenia dodają bogate epitety, a śladowy naturalizm pomaga przekazać nam rzeczywisty obraz tamtejszego świata. Czy warto ją przeczytać? Zdecydowanie.
Katarzyna Picz
(katarzyna.picz@dlalejdis.pl)
Boris Izaguirre, „I nagle stało się wczoraj”, MUZA SA, Warszawa 2012
Komentarze