W iławskiej kamienicy dochodzi do morderstwa Kamili Witz. W związku z tą sprawą krzyżują się drogi mieszkającej w okolicy pszczelarki, emerytowanego policjanta, nastoletniej Łucji i jej ojca. Każdy z bohaterów ma coś do ukrycia i wszyscy muszą poświęcić się w imię tych, których kochają. Tak jak rój pszczół, który chroni swoją królową. Pytanie tylko, gdzie jest granica?
Weronika Mathia wymyśliła całkiem niezłą historię, która tworzy spójną całość. Znajdziemy tu więc kilka sekretów, dobrze zbudowane napięcie i ciągłą akcję. Bardzo ciekawym aspektem książki jest wątek poboczny, który przedstawia prawdziwe wydarzenia dotyczące ludności romskiej sprzed kilkunastu lat.
Historię obserwujemy z perspektywy dwóch bohaterów: Ostrowskiego, czyli policjanta i pszczelarki Natalii. Czytelnik dowiaduje się tyle, ile wiedzą bohaterowie, co oznacza, że niektóre rzeczy pozostają do końca niewyjaśnione nie tylko dla postaci, ale i dla czytelników. Podobnie jak w prawdziwym życiu nie wszystkie sprawy da się rozwikłać. Wspominam o tym, ponieważ nadało to pewnej realności tej historii, co mnie do niej ostatecznie przekonało.
Autorka zaproponowała ciekawy sposób prowadzenia akcji. Teraźniejszość przeplata się z niedaleką przeszłością oraz wydarzeniami sprzed wielu lat. Wydarzenia z chwili obecnej oraz przeszłości nabierają tempa równomiernie. Budowane napięcie we wszystkich liniach czasowych eksploduje w tym samym czasie i odsłania przed czytelnikiem wszystkie tajemnice. Prawie wszystkie. Mathia dobrze wie, które karty warto odkrywać, a które powinny pozostać zagadką.
Pisarka już nie pierwszy raz zaprasza czytelników do Iławy. Co więcej, mimo że jest to całkowicie odrębna historia, w książce pojawiają się bohaterowie, których można już było poznać w innym kryminale autorki pod tytułem „Szept”.
Książka jest dobra. Niczym nie zaskakuje i nie zwala z nóg, ale nie traktuję tego jako wadę. Po prostu w swoim życiu przeczytałam wiele świetnych kryminałów i nie tak łatwo jest mnie czymś zaskoczyć w tym gatunku. Podejrzewam, że to nie tylko mój problem.
Weronika Mathia nie ma zbyt wielu książek na swoim koncie. Do świata powieści kryminalnych postanowiła wkroczyć stosunkowo niedawno, jednak mam przeczucie, że pozostanie w nim na dłużej, gdyż udało jej się już zyskać wierne grono czytelników. Także i ja będę obserwować, co nowego autorka ma do zaproponowania.
Emilia Ogrodzińska
(emilia.ogrodzinska@dlalejdis.pl)
Weronika Mathia, „Rój”, Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań, 2024.
Komentarze