Julia Mrok zdecydowanie ma dość swojego życia, choć pozornie wydaje się ono całkiem ciekawe. Jako autorka bestsellerowych powieści z gatunku romansów historycznych wiedzie całkiem udane życie w pięknym domu u boku dwóch ukochanych mężczyzn. Z jakiegoś powodu jednak – czy to w niemym akcie poszukiwania samej siebie, czy też w egoistycznej potrzebie przeżycia przygody w inny niż dotychczas sposób – bohaterka o nazwisku pasującym do jej charakteru postanawia zniknąć. Podchodzi do tego zadania w sposób profesjonalny, poszukując szansy na zmianę wszystkich dokumentów i gubiąc tropy na wzór znikających kobiet, o których tyle dotychczas czytała. W poszukiwania krwiożerczego królika z tętniącej życiem Warszawy udaje się do Ząbkowic Śląskich, w których ma nadzieję rozpocząć wszystko od nowa. Tymczasem tamtejsza rzeczywistość, dość upiorna i dla niej wygodna, zmusi ją do konfrontacji ze swoimi dotychczasowymi myślami i postawi przed nią nie lada wyzwanie…
Przyznam szczerze, że nie przeczytałam wcześniej żadnej innej powieści Joanny Bator, jako że nie jest to literatura, która zwykle pociągałaby mnie swoją formą czy treścią. O „Roku królika” słyszałam ze wszystkich stron, a gdy również i radio w samochodzie powiadomiło mnie o sukcesie tej powieści, postanowiłam sprawdzić ją na własnej skórze. Pierwsze zetknięcie z formą stylistyczną, jaką posługuje się autorka, od razu mnie zniechęciło – jednak tak łatwo się nie poddaje. Niestety, choć pod wieloma względami „Rok królika” jest powieścią ciekawą, bo ze wszech miar eksperymentalną – przynamniej w moim mniemaniu – to ma jednak cechy, które odrzuciły mnie do razu.
Pierwszą z tych zniechęcających rzeczy jest… bohaterka. Julia Mrok z pewnością jest postacią inteligentną, pełną dystansu i czarnego humoru, co akurat w żaden sposób mi nie przeszkadza. Niestety im dłużej z nią przebywamy, tym bardziej w nas niechęć swoją postawą i charakterem. Okazuje się być niezwykle pretensjonalna i przekonana o słuszności swoich twierdzeń, a jednocześnie egocentrycznie skupiona jedynie na własnych potrzebach. Oczywiście wiadomo, że nie zawsze jest to przeszkoda w przypadku dobrej książki, tutaj jednak wkracza drugi element – język. Już na kilkunastu pierwszych stronach wszechobecny wręcz narrator potraktował mnie językiem niecenzuralnym i niekoniecznie pasującym. Oczywiście, taki zamysł jest oczywisty i pasuje do konwencji książki (o czym za chwilę), a jednak – choć nie jestem specjalnie pruderyjna i przekleństwa mi nie przeszkadzają – budzi niechęć, zwłaszcza z powodu budowanego przez całą lekturę dystansu do czytelnika.
Jednocześnie wadą i zaletą „Roku królika” jest jego konwencja, forma stylistyczna czy jakkolwiek inaczej by nazwać eksperymenty, którymi szafuje autorka. Nie jest to powieść w jednej konwencji, a w wielu – i jestem pełna podziwu dla autorki, która była w stanie stworzyć coś tak odmiennego w całej formule. Niestety to zróżnicowanie sprawia, że powieść momentami staje się męcząca i chaotyczna, a przede wszystkim – nie ma żadnej przyjemności z jej czytania. Mogę więc powiedzieć jedynie, że choć może powieść Joanny Bator spodoba się fanom formy literackiej autorki, to jednak dla mnie była w dużej mierze niestrawna i ciężka.
Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)
Joanna Bator, „Rok królika”, Kraków, Wydawnictwo ZNAK, 2016.
Komentarze