Romans, któremu nie straszny czas

Recenzja książki „Jane Eyre”.
Po raz pierwszy przeczytałam „Dziwne losy Jane Eyre” jeszcze jako dziewczynka i do dziś wrażenie, które zrobiła na mnie ta książka nie jest mniejsze.

Sięgając po nią po raz kolejny, znów poczułam wszystkie dylematy Jane, znów zafascynowała mnie tajemnica, której rozwiązanie przecież dobrze znałam i znów porwał mnie przypływ emocji między główną bohaterką a jej pracodawcą, a później wielką miłością – Edwardem Fairfaxem Rochesterem.

Tytułowa bohaterka, to młoda uboga guwernantka, która trafia do domu Edwarda Fairfaxa Rochestera, gdzie ma zająć się edukacją jego córki Adelki. Z czasem Jane coraz bardziej zbliża się do osieroconej dziewczynki, ale także do jej ojca - tylko pozornie człowieka chłodnego, stanowczego i zamkniętego w sobie. I kiedy już zyskujemy pewność, że jej uczucia zostają odwzajemnione, okazuje się, że wybranek Jane skrywa wstydliwą tajemnicę, która przekreśli wszystkie jej marzenia.

Jak potoczą się jej losy? Z jednej strony jest to oczywiste od samego początku, ale z drugiej przeżywanie tej historii razem z Jane nie ma sobie równych w literaturze. Być może jest to książka typowo „kobieca”, ale każdy kto nie zna tej historii powinien sięgnąć po lekturę, warto. Bo chociaż losy Jane Eyre mogą wydawać się banalnym romansem, to lektura, która nie ma sobie nic z banalności, a wręcz przeciwnie to klasyka literatury, która nigdy się nie zestarzeje.

Pozornie dziś może wydawać nam się niemożliwe wcielenie się w rolę młodej guwernantki, ale czy naprawdę jest ona tak daleka nam – współczesnym kobietom? Wyobcowana, wykształcona, samotna, rozpoczynająca pierwszą pracę, czekająca na wielką miłość… Może nie żyjemy dziś w czasach, kiedy możliwa jest naiwność Jane, ale czy każda z nas nie marzy o księciu z bajki, nawet jeśli się tego wypieramy? „Jane Eyre” to i opowieść o Kopciuszku, i powieść grozy, a zarazem też historia o „Pięknej i bestii”, pokazująca, że miłość może pokonać przeszkody, jeśli tylko damy jej szansę. To historia o miłości, dla której nie mają znaczenia konwenanse. O miłości bezinteresownej, takiej, jaką każda z nas chciałaby przeżyć, jeśli nawet nie naprawdę, to choćby razem z Jane Eyre na kartach książki.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

Charlote Brontë, „Jane Eyre”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat