Swego czasu czytałam dużo kryminałów. Naprawdę dobrych kryminałów. Kiedy wzięłam do ręki „Nie do wybaczenia”, przygotowałam się na wciągającą lekturę, od której nie będę mogła oderwać wzroku, dopóki jej nie skończę. Niestety, zamiast kryminału muśniętego romansem, na co się nastawiłam, miałam przed sobą romans z kryminalny wątkiem w tle. Mimo niezadowalających mnie proporcji, postaram się jednak wykazać obiektywizmem względem treści.
Do przeczytania książki skłonił mnie opis zamieszczony na okładce. Jako, że cenię sobie nie tylko czytanie dla samego czytania, ale przede wszystkim zdobywania nowej wiedzy, kiedy zobaczyłam, że główna bohaterka jest specjalistką od DNA, pomyślałam – biorę tę książkę. Jak się później, w miarę czytania, okazało, napaliłam się zawczasu. Specjalistka od DNA wiedziała tyle, co każdy, kto choć raz obejrzał film kryminalny. Wydaje mi się, że w czasach wszechobecnej telewizji i Internetu, oczywiste jest nawet dla tych, którzy nie uważali na lekcjach biologii, skąd można pozyskać informacje o DNA. Mniej oczywiste jest, jak tego dokonać. I na to pytanie Laura Griffin niestety nie odpowiedziała w swojej powieści. Równie dobrze Mia, która miała być cenioną specjalistką w dziedzinie genetyki, mogła specjalizować się w czymkolwiek innym, a treść nie straciłaby na jakości. Zazwyczaj w powieściach kryminalnych wątek śledczy jest silnie rozbudowany i pozwala dowiedzieć się czegoś ciekawego o sposobie pracy policji. W przypadku „Nie do wybaczenia” jest jednak inaczej.
Nic nie mogę natomiast zarzucić tematowi śledztwa. Całkiem nieźle wymyślona historia, choć długo niezapowiadająca się na ciekawą. W zasadzie dopiero pod koniec książki zaczęło robić się interesująco. Drugi wątek powieści z pozoru na przyczepkę, ale ostatecznie szybciej rozwijający się niż ten kryminalny jest mało spektakularny. Romans jak romans – wystarczy dwoje ludzi i rozwijające się między nimi uczucie, ot cały przepis. Świadomość, że od ich pierwszego spotkania wiadomo, jak się zakończy ta znajomość, nie zachęca mnie do dalszej lektury, ale chyba zwolenniczkom romansów to nie przeszkadza.
Czas na podsumowanie. Laura Griffin nie ujęła mnie swoją nową powieścią. Zabrakło mi profesjonalizmu stworzonych przez nią postaci. Ze względu na dość rozwinięty motyw miłosny, śmiało mogę przypuszczać, że autorka skierowała książkę wyłącznie do kobiet. A to dziwne, bo mężczyźni chętnie sięgają po kryminały. W przypadku „Nie do wybaczenia”, nie sądzę jednak, by którykolwiek szanujący się facet zdecydował się na skończenie tej lektury.
Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)
Laura Griffin, „Nie do wybaczenia”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze