Chłodne spojrzenie szlachcianek, spoglądające beznamiętnie z ponurych portretów i rycin nie pomaga w zobaczeniu w nich pełnych emocji kobiet. Dzięki wnikliwym badaniom źródeł okazuje się, że niewiele różniły się one od nas, reprezentantek płci pięknej żyjących współcześnie. Zwykło przyjmować się, że dopiero my – kobiety żyjące współcześnie, odkryłyśmy, czym są gorące emocje. Miłość, nienawiść, pożądanie, rozgoryczenie z niesłusznego losu, melancholia i tęsknota za lepszym życiem nie są wynalazkiem ostatnich lat. Silne odczucia towarzyszą kobietom od zarania dziejów – nie zawsze jednak zwracano na nie uwagę równie silnie co obecnie.
Nic dziwnego, że kobiety z dworków szlacheckich jawią nam się jako wyzute z uczuć i nieciekawe istotny. Przez wieki to mężczyźni – ich udzielający się politycznie, majętni i szanowani mężowie pozostawali w centrum zainteresowania. Także i badacze oraz historycy nie byli zainteresowani zgłębianiem życia kobiet poza kilkoma najbardziej znanymi przypadkami. Reszta – całe zastępy niewiast - pozostawały w cieniu swych mężów, spędzając całe życie na haftowaniu i szyciu, nie opuszczając zbytnio murów swych dworków szlacheckich. Niewiasta miała być skromna, cicha, siedzieć z rękami złożonymi i opuszczonym wzrokiem i odpowiadać w towarzystwie krótko i jedynie w odpowiedzi na zapytanie.
Drugorzędna rola kobiet wpłynęła na niedostatek informacji o nich. Aby zebrać pełen obraz typowej kobiety ze szlacheckiego dworku należy odnieść się do wielu korespondencji, poznać męskie pamiętniki i wspomnienia oraz kroniki. Obraz, jaki dzięki nim poznajemy, jest zgoła inny, jak funkcjonujący dotąd w kulturze. Dzięki książce Karoliny Stojek-Sawickiej „Szlachcianki w świecie sarmackim” naprostować możemy samą istotność kobiety w tamtejszej cywilizacji. Faktem jest, że w wielu przypadkach traktowana była ona jako istota mniej pojętna i niedorównująca mężczyznom. Z wielu źródeł można jednak dowiedzieć się, że nie brakowało rodzin szlacheckich, które wierzyły w inteligencję swoich latorośli, płacąc sowicie za ich edukację.
Mitem jest również cieszenie się jedynie z potomka płci męskiej. Choć był on dla rodziców najcenniejszy, ponieważ gwarantował przedłużenie rodu i uzyskanie posagu, z radością przyjmowano również przyjście na świat dziewczynki. Z wielkim żalem i rozpaczą reagowano na ich śmierć, co w czasach szlacheckich zdarzało się nader często.
„Szlachcianki w świecie sarmackim” naprostowują wiele błędnych poglądów dotyczących uczuć kobiet ówcześnie żyjących. Nieprawdą jest, że wszystkie traktowały chłodno swoje dzieci oraz mężów. Choć los nie szczędził im przykrości, jak śmierć dziecka lub ślub w wieku kilkunastu lat z kawalerem o trzydzieści lat starszym, potrafiły one wychodzić z nich obronną ręką. Gdy zakochały się w mężu – pisały do niego miłosne listy pełne czułości, jeśli nie – zdarzało im się zaglądać czulej na służbę.
Prócz charakteru i przeżyć szlachcianek, które mnie najbardziej interesowały, czytelnik pozna cały kompleksowy przewodnik po życiu codziennym tamtejszych kobiet. Obowiązująca moda, pielęgnacja cery, najmodniejsze uczesania, toaleta, menu szlachcianki, sprawy intymne i zainteresowania – wszystko zostało dokładnie opisane na podstawie źródeł. Dzięki lekturze każda z pań będzie mogła sama odpowiedzieć na pytanie – jak bardzo zmieniłyśmy się przez wieki i czy nasze życie przypomina choć trochę dość cierpkie losy kobiet na dworach szlacheckich.
Joanna Szczygłowska
(joanna.szczyglowska@dlalejdis.pl)
Karolina Stojek-Sawicka, „Szlachcianki w świecie sarmackim”, Bellona, Warszawa 2013
Komentarze