Dorota Jaworska jest dziennikarką i blogerką. Na swoim koncie ma już książkę „A jak nie mięso, to co?” Kolekcjonuje lokalne przepisy z różnych stron świata, a że od lat nie je produktów odzwierzęcych, gromadzi te receptury, które powstają wyłącznie z roślinnych składników. Podczas swoich podróży schodzi z utartych ścieżek, zagłębia się w miejsca oddalone od głównych atrakcji, rozmawia z mieszkającymi tam ludźmi i zagląda im do garnków. Efektem tego jest właśnie ta książka, w której serwuje nam apetyczne przepisy z całego globu, ale w wegańskiej wersji.
Autorka przemierzyła cały świat, by odkryć bogactwo roślinnych smaków w każdym zakątku globu. Nawet w kuchniach, które słyną z potraw mięsnych, znajduje oryginalne dania wegańskie będące częścią dziedzictwa kulinarnego. W kuchni europejskiej proponuje nam m.in. szwedzką zupę z pokrzywy, litewski ser jabłkowy czy rumuńską mamałygę. W Azji podpatrzyła przepisy na takie dania jak malajskie racuchy, pikantne balijskie tofu i gruzińskie chaczapuri z fasolą. Z Afryki przywiozła receptury na gambijski sos z orzeszków ziemnych, egipskie falafele z bobu czy tanzańskie curry ze szpinakiem. Amerykańskie kotleciki ziemniaczane, dominikański gulasz z fasoli czy bezrybne ceviche z mango i awokado to wegańskie propozycje z obu Ameryk. Natomiast z Australii serwuje nam takie pyszności jak chleb aborygeński czy mikronezyjski deser z gniecionych bananów. Już od samych nazw potraw znajdujących się w tej książce robię się głodna.
Dla mnie najbardziej egzotyczną kuchnią z całego świata jest ta pochodząca z Ameryki Południowej, a także z obszaru Australii i Oceanii. Co prawda na kulinarnej mapie mojego miasta ostatnimi czasy pojawiło się wiele latynoskich restauracji, to nie spotkałam się z ich popularnymi daniami w wegetariańskiej wersji. Jeśli chodzi o Australię i Oceanię, to w ogóle nie mam pojęcia z czym się je tamtejsze dania. Mam kilka upatrzonych dań, które chciałabym sama ugotować. Nie mogę się doczekać, kiedy w zaciszu własnej kuchni wypróbuję przepisy proponowane przez Dorotę.
Uwielbiam podróże, zarówno te „prawdziwe”, jak i kulinarne. Te drugie może nawet bardziej. Uwielbiam próbować dań z różnych krańców świata. Często nie musimy ruszać się z własnego miasta, bo egzotyczne restauracje robią się coraz bardziej popularne. Chociaż nie jestem wegetarianką, to bardzo chętnie zajadam się posiłkami na bazie kuchni roślinnej - czasami zdecydowanie lepszymi od tych mięsnych. Jak to określiła autorka, „Roślinne kuchnie świata” to kulinarna podróż bez biletu. Całkowicie się z nią zgadzam. Dodałabym jeszcze, że to bardzo apetyczna podróż, w trakcie której burczenie w brzuchu gwarantowane, a ślinka cieknie z ust. W swojej książce celebruje mnogość kultur i ich różnorodność, która wyraża się także poprzez jedzenie. To idealna lektura dla tych, którzy chcą przywozić z podróży smaki niczym najcenniejsze pamiątki, jak również dla tych, którzy pragną wzbogacić swoje domowe menu o egzotyczne, ale łatwe do przygotowania potrawy. Dodatkowo jest piękne wydana, a każde danie opatrzone jest w kolorowe i apetyczne zdjęcia.
Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)
Dorota Jaworska, "Roślinne kuchnie świata", wyd. Marginesy, 2024
Komentarze