„Ross Poldark” – recenzja

Recenzja książki „Ross Poldark”.
Odnaleziony po wielu latach muszkieter.

Sama nie wiem czemu postanowiłam nazwać głównego bohatera – Rossa Poldarka – czwartym muszkieterem. Mimo, że nie chodził on w płaszczu i starał się nie używać broni, jakoś instynktownie stwierdziłam, że świetnie wpisuje się w kanon powieści „płaszcza i szpady”. Również jego bohaterstwo różni się od tego, który reprezentował D’Artagnan, Atos czy Portos. Jednak tajemniczość i małomówność tej postaci oraz jej rana na twarzy sprawiały, że miała w sobie coś z klimatu powieści Dumasa…

Ross Poldark po wielu latach wojny w Ameryce, postanowił wrócić do swojego majątku w Wielkiej Brytanii. Niestety radość z powrotu okazała się ulotna niczym kamfora. Okazało się, że jego ojciec nie żyje, a w zapuszczonym domu nie ma nikogo poza zapijaczoną parą służących. Jednak największym ciosem w serce była wiadomość o rychłym ślubie kuzyna Francisa z dawną miłością Rossa - Elizabeth… To zbyt wiele dla wrażliwej duszy tego mężczyzny.

Ross postanowił jednak nie poddawać się. Wrócił do majątku, przeprowadził gruntowny remont i przywołał do porządku niesforną służbę. Jego życie wróciło na spokojne tory, ale myśl o stracie ukochanej kobiety tkwiła w nim jak cierń. Wszystko zmieniło się, kiedy podczas pobytu na jarmarku uratował ubogą i katowaną przez ojca dziewczynkę. Nie miał pojęcia, że ten ludzki i przyjazny gest okaże się tym, który odmieni jego życie na zawsze. Oczywiście nie zdradzę, co stanie się dalej, gdyż nie chciałabym pozbawić nikogo ani przygody, ani wypieków na twarzy.

Dla mnie książka okazała się niesamowitym przeżyciem i wręcz idealnie trafiła w mój czytelniczy gust. Uwielbiam powieści, w których fikcyjni bohaterowie zostają osadzeni w przeszłości na tle historycznych wydarzeń. Może dlatego tak bardzo podobały mi się np. „Filary ziemi” Kena Foletta czy „Porzucona” Paula Marshalla. Uważam, że „Ross Poldark” idealnie wpisuje się w ten szereg książek.

Oczywiście przez cały czas trwania akcji nie mogłam pojąć jak Elizabeth mogła odrzucić tak wspaniałego mężczyznę jakim był Ross dla bananowego fircyka kanciarza. Podczas czytania powieści wyklęłam ją kilkanaście razy i nie mogłam przeboleć, że mój ukochany bohater przeżywa przez nią miłosne katusze. Gdyby nie szczęśliwe zakończenie całej historii, tej całej Elizabeth ukręciłabym łeb! No. Jak widać, nawet podczas pisania recenzji zapominam się, że to tylko fikcja literacka…

Jestem przeszczęśliwa, że odkryłam Winstona Grahama i jego bohaterów z nieba rodem. Nie mogę doczekać się kolejnej części Sagi rodu Poldarków, która ma ukazać się już w maju.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Winston Graham, „Ross Poldark”, wyd. Czarna Owca, Warszawa, 2016 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat