„Równoumagicznienie” - recenzja

Recenzja książki „Równoumagicznienie”.
Stary Pratchett w nowej odsłonie.

Wydawca zdradza, że jest to opowieść o tym, czym jest magia i dokąd zmierza, a co ważniejsze, skąd się wzięła i po co. Mamy szansę znaleźć tu odpowiedzi na pytania, dlaczego Gandalf nigdy się nie ożenił i dlaczego Merlin był mężczyzną.

Sama nawet nie zauważyłam, kiedy i z jaką łatwością, wciągnęłam się w świat Pratchetta. Jego specyficzne, ironiczne poczucie humoru i kontrolowany absurd to coś niesamowitego! Stąd bardzo ucieszyło mnie, że kolejny tom wznowionej serii wyszedł tak prędko.

Książka została wydana bardzo porządnie, w twardej oprawie, podtrzymując estetykę dwóch poprzednich tomów.

W trzecim tomie z serii Pratchett rozwija Świat Dysku, pełen absurdu i ironii, w czym świetnie widać jego pisarski rozwój i umocnienie się specyficznego, rozpoznawalnego stylu. Fabuła jest prosta i wpisuje się w pewien typ książek i filmów, gdyż stanowi odpowiedź na pytanie, co się stanie, jeśli magia przeznaczona dla mężczyzn przypadnie płci pięknej, w dodatku małoletniej. Jednak jak to u Pratchetta, za nic nie można tej historii nazwać nudną czy schematyczną.

To w tej części pojawia się wątek wiedźm oraz pojawia się niezwykle barwna Babcia Weatherwax, które ja uwielbiam z innej serii autora. Główna bohaterka, córka kowala, także została świetnie wykreowana. Jak to zwykle u Pratchetta, większość postaci budzi sympatię od pierwszego zdania.

Bohaterki tradycyjnie ruszają w pełną przygód podróż przez bogaty świat, pełen elementów, znanych z naszej codzienności. Te zostały jednak często przerysowane i kąśliwie obśmiane. Wszelkie absurdy naszej rzeczywistości w „Równoumagicznieniu” zostały wyniesione na inny poziom. Często wybuchałam szczerym śmiechem, gdyż uwielbiam sarkastyczny, czasem czarny, a czasem dwuznaczny humor.

W tytule pełno było wątków feministycznych, a także głębszych przemyśleń dotyczących odkrywania siebie i dojrzewania. Mieszały się z absurdem i humorem w jedno. Autor jest mistrzem takich połączeń. Człowiek śmieje się, by za chwilę ze zrozumieniem pokiwać głową i zostać na pewien czas z jakąś refleksją. Czasem gorzką.

Książka bardzo mi się podobała i uważam, że każdy, komu poprzednie dwa tomy przypadły do gustu, powinien po nią sięgnąć, mimo że nie jest najlepszą tego autora. Myślę, że „Równoumagicznienie” stanowi swego rodzaju przejście (od dwutomowego „początku”) i otwarcie podziału na serie o magach i wiedźmach. Dla fanów niezbędna lektura, ale nie polecałabym jej na rozpoczęcie przygody z twórczością Pratchetta.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Terry Pratchett, „Równoumagicznienie”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat