Przyznam szczerze, że od początku nie polubiłam Olafa za to jego typowo męskie gadanie i brak zrozumienia dla żony. Jak tu się bowiem nie złościć, kiedy facet traktuje ludzi protekcjonalnie, zachowując się czasem niczym zwykły cham. I niezmiernie się ucieszyłam, kiedy przyszło mu odczuć na własnej skórze, jak to jest być kobietą i matką. Mimo że cała sytuacja, jaka dopadła bohaterów jest siłą rzeczy niewiarygodna, to broni się, bo w niebanalny sposób pokazuje, że związek powinien polegać na partnerstwie. Mądrym uzupełnianiu się, a nie stereotypowym podziale ról, który tak naprawdę frustruje do cna obie strony. Przekonują się o tym bohaterowie. Natasza odkrywa, że przesadnie koncentrowała się na dziecku, bo przecież pod jej nieobecność nic mu się nie dzieje, a praca może dawać mnóstwo satysfakcji. Olaf zaś szybko dostrzega, że opieka nad maluchem to nie lada wyzwanie. Co więcej, przy dziecku nie ma czasu na nic, ale czas z nim spędzany, patrzenie jak się rozwija, daje mnóstwo frajdy. Na szczęście dla bohatera, ta zamiana skutecznie utarła mu nosa i przytemperowała porządnie rozdymane ego. Nawet zaczęłam go lubić...
Autorka pokazuje nie tylko, że równouprawnienie ma naprawdę wiele plusów, jeśli obie strony podchodzą do niego mądrze. Świetnie obrazuje również, jak wiele pożytecznych zmian może przynieść kobiecy styl zarządzania.
I żal tylko bierze na myśl, że spadające gwiazdy spełniają życzenia jedynie w książkach... Bo wielu mężczyznom, bez wątpienia, przydałaby się chwilowa zamiana ról.
Katarzyna Stec
(katarzyna.stec@dlalejdis.pl)
Danuta Marcinkowska, „Piaskownica”, Replika 2010
Komentarze