„Rozgrywka” Magda Stachula – recenzja

Recenzja książki „Rozgrywka”.
Kryminały, które rozpoczynają się od jakiegoś przestępstwa, zdarzają się dość często, nie zmienia to jednak faktu, że powieść “Rozgrywka” Magdy Stachuli, która rozpoczyna się od porwania, ma w sobie coś nowego.

Powieść rozpoczyna się mocno, przedstawiając plastyczne opisy miejsc i odczuć bohaterów, a to dopiero wstęp do prawdziwej sprawy, z którą aspirant Weronika Herman będzie musiała się zmierzyć.

Główna postać musi mierzyć się z wieloma sprawami w swoim życiu: zakończone małżeństwo, jak i romans, do tego rzucanie się w wir pracy, byle tylko nie rozpamiętywać przeszłości, która wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Bardzo łatwo jest się utożsamić z Weroniką, która nie jest bohaterką idealną, ma wiele cech współczesnych kobiet łączących życie zawodowe z prywatnym, stawiających czoła nie tylko wyzwaniom, ale i temu, co pod nogi rzuca im los. A przy tym jest świetna w tym, co robi, choć może mieć co do tego wątpliwości.

Także pozostałe postaci zostały ukazane jako ludzie z krwi i kości, którzy oddają się obowiązkom z mniejszym lub większym zaangażowaniem, borykają się z różnymi sprawami, bywają zmęczeni i zirytowani. Potrzebowałam odrobinę czasu, by móc rozróżnić poszczególne z nich – ze względu na to, że główną osią powieści jest zbrodnia dokonana w stadninie, przez strony książki przewijają się i policjanci, i potencjalni świadkowie, osoby powiązane lub mogące coś skrywać, jak też i bliscy Weroniki. Kiedy się z tym uporałam, dalsze czytania szło już nieco łatwiej.

Jako że narracja toczy się w trzeciej osobie, jako czytelnik miałam spory pogląd na całą sytuację, mogłam nie tylko odczuwać irytację policjantów, którzy dochodzili do ślepego zaułka podczas śledztwa, jak i szybciej od nich typować sprawcę. Mimo to nie udało mi się ustalić, kto jest zabójcą, póki nie zrobiła tego Herman. A motyw, choć tak częsty nie tylko w literaturze kryminalnej, odrobinę mnie zaskoczył.

Książka ma sporo plusów, pojawia się jednak jeden mankament, który mocno rzucił mi się w oczy. Problem jest odpowiednia dynamika – akcja goni wręcz na łeb, na szyję. Wszelkie rozmowy odbywają się szybko, do tego podejmowanie kolejnych działań było od razu, jakby za pomocą pstryknięcia palcami, bez żadnego większego namyślenia się. Czytelnik może to odczuć, bo wyróżnia to powieść na tle innych z gatunku, gdzie autorzy zmieniają tempo, by podążając za opowieścią, mieć choć chwilę na złapanie oddechu – przynajmniej mnie bardzo się to rzuciło i nieco utrudniło odczuwanie przyjemności z lektury. Niemniej przez taki zabieg przeszłam przez całość powieści w zaledwie trzy dni.

Lektura „Rozgrywki” nie jest czasem straconym – choć powieść powiela schematy znane w gatunku, to potrafi stworzyć scenerię dla zbrodni, która nie jest łatwa do rozwiązania nie tylko przez panią aspirant i jej pomocników, ale i czytelników. Do tego znaleźć tu można rozważania na temat wartości takich jak miłość i rodzina. Dla miłośników kryminałów szukających tytułu na jesienny wieczór – jak najbardziej sprawdzi się przy kubku herbaty lub kakao.

Marta Osadnik
(marta.osadnik@dlalejdis.pl)

Magda Stachula, „Rozgrywka”, Warszawa, Purple Book Wydawnictwo, 2022



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat