„Rozgrywka” – recenzja

Recenzja książki „Rozgrywka”.
Zwycięstwo za wszelką cenę.

Dekadę temu byli grupą dwudziestoletnich, atrakcyjnych, dobrze rokujących sportowców, dla których akrobacje na deskach snowboardowych były chlebem powszednim, pasją i jedyną wersją kariery, jaką brali pod uwagę. Teraz mają zamiar spędzić razem weekend i przypomnieć sobie magiczne uczucie, jakiego doświadczali, wirując z deską wśród płatków białego puchu. Przynajmniej tak im się wydaje.

Tuż po dotarciu na miejsce Milla, Brent, Curtis, Heather i Dale odkrywają, że inicjatywa przyjazdu do zamkniętego po sezonie ośrodka nie wyszła od żadnego z nich. Spotkanie po latach stopniowo przeradza się w ucieczkę przed napastnikiem/czką, którym/ą może równie dobrze być każdy. Bohaterowie zdają sobie sprawę, że kluczem do poznania tożsamości coraz ostrzej pogrywającego/j oponenta/ki jest rozwikłanie tajemnicy wydarzeń z feralnego dnia zawodów, podczas których jedna osoba zaginęła, a inna doznała tragicznego urazu kręgosłupa.

„Rozgrywka” toczy się dwutorowo, rozdziały z teraźniejszości są przemieszane z przeszłością, ale narratorką pierwszoosobową jest zawsze Milla Anderson. To uproszczenie wyszło moim zdaniem książce na minus, ponieważ Milla nie jest osobą, co do której zdołałam wykrzesać odrobinę sympatii. Nie wiem, co najbardziej działało mi na nerwy: jej chora ambicja, zakrawający na absurd feminizm, porażająca naiwność, czy kochliwość na poziomie napalonej, wypuszczonej spod klosza na dwutygodniowe kolonie, nastolatki. Pewne jest natomiast, że powieść zdecydowanie zyskałaby, gdybyśmy otrzymali chociaż częściową perspektywę pozostałych zainteresowanych.

Mimo iż nie jestem fanką sportu, a już szczególnie wyczynowego, w którym minimalny błąd może kosztować człowieka utratę zdrowia i życia, to właśnie fragmenty, w których autorka opisuje kolejne tricki i figury w ostatecznym rozrachunku uznaję za najlepszą, obok cudownej okładki, alpejskiej wklejki i krwiście barwionych krawędzi stron, część lektury. Klimat gór, ośnieżonych stoków, chatek z kominkami i niekoniecznie zdrowej rywalizacji Allie Reynolds zna z autopsji i bardzo dobrze poradziła sobie z przelaniem go na papier.

W skali suspensu mogę zaoferować „Rozgrywce” co najwyżej 3/10 (gaszenie i zapalanie świateł to naprawdę za mało, żeby zbudować napięcie), a już najgorszym z najgorszych była część obyczajowo-romansowa na zasadzie „każdy z każdym w prawie każdej konfiguracji”. Tak, jak z odkryciem, kto stoi za pogrywaniem z paczką znajomych, nie miałam problemu, tak chwilami gubiłam się w sieci erotycznych powiązań i tym, kto o danym spółkowaniu wiedział, a nie powiedział, prawdopodobnie wiedział i chyba powiedział lub powiedział, a nie powinien, a przecież nie po to sięga się po pozycję z gatunku thriller.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

„Rozgrywka”, Allie Reynolds, Wydawnictwo Albatros, Warszawa, 2021 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat