Na rynku wydawniczym możemy czasami spotkać takie pozycje, w których zakochujemy się już od pierwszego wejrzenia. Taką książką dla mnie jest powieść autorstwa Tomasza Kowalskiego. Już od pierwszych chwil z nią spędzonych wiedziałam, że na długo pozostanie w mojej pamięci i na pewno pozostawi po sobie miłe i niewątpliwie jedyne w swoim rodzaju wspomnienia. Okładka pozycji jest mistrzostwem sama w sobie – trzech grabarzy kopiących w ziemi i czaszka trzymająca niejako w zębach dwie róże oraz paląca papierosa. Czytelnik widząc taki bądź co bądź niecodzienny obraz od razu wyczuwa, że treść książki musi być naprawdę wyjątkowa i zabawna.
Autor zapoznaje nas z trzema głównymi bohaterami – grabarzami. Akcja rozgrywa się na cmentarzu w Ponurej, gdzie rzecz jasna odbywają się pogrzeby, ale też leją się litry alkoholu, rozluźniające atmosferę przy akompaniamencie rozmów o życiu. Tomasz jest najstarszym z grabarzy. Ukończył studia na Wydziale Filozoficzno-Historycznym, jednak nie mając pojęcia, co tak naprawdę powinien robić i jaką pracę wykonywać, zaczął pracować na cmentarzu i tak przeżył czterdzieści lat swojego życia. Rysiek ukończył liceum sztuk plastycznych, jednak zniesmaczony i zmęczony atmosferą panującą na Wydziale Promocji rozpoczął pracę w charakterze grabarza. Ostatni z trójki głównych bohaterów – Młody jest wpatrzony w kolegów i pragnie zgłębiać tajniki swej pracy. Poznajemy również Śmierć ubolewającą na swój ciężki los. Lekarze nie pozwalają jej działać, jest już bardzo zmęczona swoim trudnym położeniem. Często rozmawia z Tomaszem, który wypytuje ją o życie po śmierci.
Poważny, a czasami wręcz patetyczny nastrój, towarzyszący naszym rozmowom o śmierci czy religii jest jak najbardziej zrozumiały. Tomasz Kowalski w bardzo niecodzienny sposób próbuje jednak przełamać się przez tworzony przez nas mur powagi i pewnego dostojeństwa, wprowadzając śmiało w te właśnie dziedziny naszego życia niewybredne poczucie humoru. Chociaż można było domniemywać, że czytelnik nie ucieknie od poczucia zniesmaczenia, czy nawet pewnego wstrętu, to jednak w przypadku tej książki dzieje się jednak zupełnie inaczej. Każda kolejna strona daje nam niejako przyzwolenie na przełamanie stereotypów i dodanie pewnej dozy humoru, także do rozmów na takie tematy. Nie chodzi wcale o pewną profanację tylko o złamanie niepisanej zasady, zabraniającej patrzeć na śmierć i religię w inny sposób, jak tylko z powagą, bez cienia najmniejszego uśmiechu.
Książka Tomasza Kowalskiego jest bardzo specyficzna, tego nie da się ukryć. Jestem jednak przekonana, że właśnie ta specyfika może pomóc każdemu z nas otworzyć siebie i swoje życie na zupełnie nowy – i zdecydowanie pełniejszy – wymiar. Od Was tylko zależy, czy wyrazicie na to zgodę.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Tomasz Kowalski, „Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć”, Wydawnictwo MG 2017
Komentarze