Historia Marii i Mariusza, bohaterów „Miłosnych konstelacji” to miłość we wszystkich odcieniach „co by było, gdyby...”
Akcja książki „Miłosne konstelacje” dzieje się w Warszawie. Maria- utalentowana prawniczka pracuje ciężko i jednocześnie stara się o dziecko ze swoim mężem Adamem. Po kilku nieudanych próbach sztucznego zapłodnienia okazuje się, że przyczyna tkwi w jej psychice. Mimo że jest szczęśliwa w obecnym związku, czuje, że pewne sprawy nie zostały zamknięte i musi wybrać się w podróż do własnych wspomnień, pierwszej miłości, rozczarowań, bólu, namiętności z czasów studenckich. Nie jest to podróż łatwa, zupełnie jak związek do którego musi powrócić emocjonalnie. Bohaterka przenosi nas w czasie do okresu studiów na Wydziale Prawa. Tam właśnie poznaje Mariusza- przystojnego, utalentowanego i ambitnego rówieśnika, który zawróci jej w głowie z wzajemnością. Mimo że początkowo wydaje się to być związkiem idealnym, przeradza się później w bardzo skomplikowaną relację. Wiele w niej seksu, pożądania, namiętności i ogromnego uczucia. Ta miłość nie daje im żyć razem, ani osobno. Porzucona, wiecznie wraca. Jak potoczą się ich losy?
Książka „Miłosne konstelacje” wciągnęła mnie od samego początku. Niezwykle opisana historia studentów daje oderwać się od dnia codziennego. Historia miłości głównych bohaterów jest pikantna, czuła i jednocześnie brutalna. Bardzo spodobała mi się konstrukcja opowiadania, gdzie retrospekcje porównywane są z obecnym czasem i życiem bohaterki. Dzięki temu możemy porównać tak trudne wybory i wszystkie konstelacje losu. To poruszająca opowieść, od której nie można się tak łatwo oderwać. Książka pokazuje, że każdy etap miłości ma swoje dobre i złe strony. Każdy związek i każda relacja ma jakieś nieprzewidziane wcześniej skazy. Czasami największa miłość okazuje się toksyczna, nie daje oddychać. Życie stawia przed nami wiele wyzwań i możliwości co często zatraca. Dokonujemy wyborów, których konsekwencji nie można przewidzieć. Każdy wybór kompletnie zmienia nasz los. Nieraz wybieramy rozumem, a nie sercem. Jedynie, gdy jest już po wszystkim, rodzi się znów dobrze znane nam pytanie „a co by było, gdybym postąpił wtedy inaczej”. Możliwość wyboru często staje się wtedy przekleństwem, a nie przywilejem. Mówi się również, że żadna wielka miłość nigdy nie umiera do końca. Zostaje tylko chwilowo zapomniana i może się budzić nawet po wielu latach. A wtedy przewraca wszystko do góry nogami.
Katarzyna Picz
(Katarzyna.picz@dlalejdis.pl)
Katarzyna Błeszyńska, „Miłosne konstelacje”, Bellona, Warszawa 2012
Komentarze