„Ryszard z Bożej łaski…” – recenzja

Recenzja książki „Ryszard z Bożej łaski…”.
Mówi się, że historię piszą zwycięzcy. Krzywdzącą plotkę może rozsiać każdy.

Jest rok 1483. W wieku zaledwie czterdziestu jeden lat umiera król Edward IV York. Wraz z uwielbianym przez lud władcą kraj żegna na krótko wywalczony w burzliwych czasach (znanych jako Wojna Dwóch Róż) spokój. Naturalnym następcą tronu jest najstarszy syn Edward V, jednak z racji wieku chłopiec nie może jeszcze samodzielnie podejmować decyzji i potrzebuje lorda protektora. Zgodnie z wolą zmarłego ma nim zostać jego młodszy brat Ryszard, co spotyka się z jawnym oporem ze strony świeżo owdowiałej Elżbiety Woodville i samego zainteresowanego niemal od urodzenia znajdującego się pod kuratelą brata królowej Antoniego. Na domiar złego sytuację chce wykorzystać Małgorzata Beaufort - kobieta od zawsze pragnąca korony dla swego potomka Henryka. Chcąc nie chcąc, od lat żyjący w cieniu swego brata mężczyzna, zostaje wciągnięty w wir politycznych intryg, w których stawką są życie, władza i reputacja.

Myślę, że każdy, kto zna Ryszarda III z dramatu Szekspira czy nawet zdecydowanie mniej ambitnych powieści Philippy Gregory, będzie zaskoczony obrazem, jaki wyłania się z książki Sharon Kay Penman. Zamiast krwiożerczego oprawcy zdolnego do zamordowania każdego, kto stanie mu na drodze, widzimy człowieka na wskroś ludzkiego, borykającego się zarówno z zasadzkami oponentów, bolesnymi zdradami najbliższych współpracowników jak i osobistymi tragediami, gdy traci syna, a następnie ukochaną żonę. Bycie na świeczniku ma na niego ogromy wpływ. Rozsiewane co rusz pomówienia dotyczące jego złego charakteru, pozbycia się bratanków, a następnie nawiązania kazirodczego romansu z córką brata, krok po kroku niszczą kolejne pokłady wiary w samego siebie i przeznaczony mu boży plan. Gdy Ryszard III wyrusza na przesądzającą o wszystkim bitwę pod Bosworth, nie ma już śladu po wrażliwym i pełnym nadziei na lepsze jutro człowieku pragnącym po ciężkim dniu zasnąć u boku swej małżonki. Jest styranym ciągłą walką desperatem szukającym znaku od Boga na to, że słusznie postąpił sięgając po koronę, a związane z nią cierpienie miało jakiś sens.

Jest w „Ryszardzie z Bożej łaski” krótka, ale wiele mówiąca scena, która w moim odczuciu najlepiej podsumowuje los, jaki stał się jego udziałem na kartach historii. Gdy podczas pochodu bohater stara się podtrzymać niedomagającą żonę, pierwszą reakcją tłumu jest współczucie, jednak szybko ustępuje ono miejsca myśleniu, że nie takiego króla chcą oglądać. Ludzie niekoniecznie chcą widzieć prawdę. Wolą samemu wykreować coś, co w ich odczuciu będzie pasować do danej osoby czy funkcji, choćby było to podyktowane zabobonem, uprzedzeniami czy też pasującą następcom wersją wydarzeń.

Wszystkim chcącym zobaczyć inne, być może bliższe rzeczywistości, oblicze Ryszarda III polecam powieść Sharon Kay Penman. Ponadczasowość, wartka akcja i mocny rys psychologiczny postaci sprawia, że od czytania trudno się oderwać. Opierając się na własnych badaniach, autorka stawia w centrum uwagi plejadę postaci, jednak to ta najbardziej tragiczna spośród nich zdaje się być najbliższa współczesnemu czytelnikowi żyjącemu w czasach mediów społecznościowych, serwisów plotkarskich i ciągłego kreowania wizerunku.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Sharon Kay Penman, „Ryszard z Bożej Łaski…”, Poznań, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat