„Rytm namiętności” – recenzja

Recenzja książki „Rytm namiętności”.
Kristen Ashley wychodzi poza schematy charakterystyczne dla romansów. Kreacja bohaterów, rozwój fabuły oraz poruszane wątki sprawiają, że jest to powieść, dzięki której odrobiny relaksu mogą zaznać także dorosłe, dojrzałe kobiety. Ashley w swoich powieściach zawiera iskierkę nadziei na lepsze jutro…

Z bohaterki czyni dojrzałą kobietę (i to nie starą pannę!), która niejedno już przeszła, a jednak jest gotowa zacząć od nowa. Na nowy początek w końcu nigdy nie jest za późno. Amelia jest po rozwodzie, który choć był szybki, to jednak bolesny. Mąż, któremu ufała, odszedł do młodszej kochanki. Sama Amelie jednak w wyniku tych życiowych perturbacji utraciła kontakt z dziećmi, co boli ją najbardziej… Przeprowadzka do miasteczka Magdalene (od którego nazwę bierze cała seria książek tej autorki) ma być bodźcem do odnalezienia spokoju, tak ważnego do odbudowania relacji z dziećmi oraz własnej pewności siebie.

W Magdalene strażakiem jest Mickey, który również ma za sobą nieudane małżeństwo, a do tego powziął mocne postanowienie związane z tym, że nie zamierza ponownie wdawać się w żadne miłosne relacje. Jak łatwo się domyślić – pojawienie się na jego drodze Amelie, tym postanowieniem co nieco zachwieje.

Bohaterowie nie są ideałami – oboje zrobili w życiu wiele głupich rzeczy, a miejsce, w którym się ostatnio życiowo znajdują nie trafiło im się „bez winy”. Nie są ofiarami innych ludzi ani nawet własnych działań, a po prostu tego jak różnie życie może się potoczyć i przede wszystkim tego jak skomplikowane są relacje międzyludzkie. Główna bohaterka reprezentuje współczesne kobiety, a przez autorkę nie została przedstawiona jako starsza pani, która już tylko myśli o emeryturze i potencjalnych wnukach, ale jako dojrzała kobieta, która nadal żyje… i żyć chce, a co za tym idzie chce tego życia w pełni doświadczać – także w zakresie miłości.

To współczesna historia poruszająca współczesne problemy. Oprócz wątku romansowego dotyczącego głównych bohaterów, intensywnie dotyka problemów związanych z okołorozwodowymi sprawami, patchworkowymi rodzinami, trudnościami w relacjach z dziećmi oraz całym tym bagażem związanym z rozpadem związku dwóch osób, które wcześniej postanowiły złączyć ze sobą swoje losy.

Na szczęście dojrzałość tej książki przebija się nie tylko poprzez jej język (nie brak w niej dosadnych określeń czy wulgaryzmów), ale przede wszystkim przez specyfikę relacji głównych bohaterów, którzy nie trwają w jakiś dziwnych zawirowaniach dotyczących tego czy być ze sobą czy nie, ale rozmawiają ze sobą, o swoich problemach, pragnieniach i potrzebach, zresztą jak przystało na dorosłych ludzi. Nie jest to jednak standard, jeśli chodzi o powieści romansowe.

W „Rytmie namiętności” nie brakuje namiętności, słodyczy, czułości i wzruszeń, ale autorka zrównoważyła to z ogólną tematyką problemów w relacjach międzyludzkich (nie tylko tych miłosnych / erotycznych), dzięki czemu całość nie sprawia wrażenia przesłodzonej i mdlącej. Dzięki odpowiedniej długości książki – poruszane wątki zostały w wystarczający sposób rozwinięte, a czytelnik nie styka się z nużącą i dłużącą się lekturą.

Cała gama emocji i ciekawe sylwetki bohaterów idą w parze ze sprawnym warsztatem pisarskim autorki, dzięki czemu „Rytm namiętności” można połknąć w kilka przepełnionych romantycznością, nadzieją, ale także problemami dnia codziennego wieczorów.

Alicja Figarska
(alicja.figarska@dlalejdis.pl)

Kristen Ashley, „Rytm namiętności”, Akurat, Warszawa 2022.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat