Każdy, kto był choć raz w jednym ze skandynawskich krajów, pozna ten specyficzny klimat. Opisana codzienność jest tak realna, że aż boli albo przynajmniej czujemy jej wszystkie doskonałości i niedoskonałości bardzo dokładnie. I tak też właśnie wchodzimy w życie naszych bohaterów. Z jednej strony są oni bardzo realni i namacalni, dosłownie z krwi i kości. Z drugiej wnikamy w ich prywatną historię, psychikę i różnego rodzaju zawiłości oraz kosmosy mieszczące się w ludzkiej głowie.
Chociaż głównych bohaterów jest w zasadzie czworo,a nawet pięcioro, to najważniejszymi dla powieści wydają się być Saara i jej ciotka Annu. Po nagłej i tragicznej śmierci matki dorastająca Saara radzi sobie na różne sposoby z tą wielką nieobecnością. Przebywa głównie we własnym świecie, wspomina mamę i sprawdza, na czym polega powiedzenie „czas leczy rany”, czyli moment w którym zapominamy, że coś kiedyś dla nas było strasznie przykre. Ojciec odcina się psychicznie również od świata i w również osobisty sposób usiłuje sobie poradzić ze stratą. W dodatku to w jego mózgu odcisnęły się na zawsze obrazy, w których została zapisana ostatnia fizyczna forma ciała żony, ponieważ to on znalazł ją w domu po tragicznym w skutkach wypadku. Jego uwagę zaczynają przyciągać inne liczne wyjątkowe wydarzenia, często nie podlegające żadnym wytłumaczeniom ani też nawet rachunkom prawdopodobieństwa. W ten oto sposób trafiamy na historię szkockiego rybaka, którego na przestrzeni lat kilkakrotnie uderzył piorun, a mimo to za każdym razem udało mu się to przeżyć. Ciotka Annu zaczyna z nim korespondencję po tym, jak sama dwukrotnie wygrywa w Lotto. Świat jest pełen niezwykłych zdarzeń i tylko, my, ludzie, którzy ich doświadczamy, możemy na ten temat zbudować sobie jakieś mniemanie. Jak również na temat własnego życia i tego jak pewne rzeczy na nie wpłynęły.
„Rzeczy, które spadają z nieba” to bardzo szczególna powieść. Mamy tu doczynienia zarówno ze skandynawską przerażającą nieraz realnością w opisywaniu doświadczanego świata, jak i z częścią magiczną, nieznaną, mieszczącą się tylko w naszej psychice. I w nasz sposób budującą postrzeganie świata, jak i funkcjonowanie w nim. Są tutaj momenty bardzo poważne, nieraz smutne, czasem bardzo zabawne. Z całą pewnością jest to udana opowieść o tym, jak dzieci i dorośli radzą sobie z traumami i jak każdy z nas buduje swoje małe światy.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Selja Ahava, „Rzeczy, które spadają z nieba”, Wydawnictwo Relacja, 2021
Komentarze