„Rzeka ludzi osobnych” – recenzja

Recenzja książki „Rzeka ludzi osobnych”.
Uwaga!: tej książki nie przeczytasz w kilku podejściach. Kiedy raz weźmiesz ją do ręki, „Rzeka ludzi osobnych” wciągnie cię aż do ostatniej strony.

Nieszczęście w miłości każdą osobę prowadzi innymi ścieżkami. Wielu z nas jednak pragnie po prostu zaszyć się w mysiej dziurze i tam lizać własne rany. Bohaterkę książki, czterdziestoletnią Katarzynę, wyrywa z codzienności oraz pracy i kieruje poniekąd do takiego miejsca – do totalnego zacisza, na tzw. końcu świata. Jest to mazurska miejscowość Wojnowo, położona nad rzeką Krutynią. Swoje białostockie mieszkanie kobieta wynajmuje na pół roku, a w Wojnowie zamieszkuje w starym domostwie. Pragnie w odosobnieniu odnaleźć spokój, a może po prostu siebie. Jednak tak jak Krutynia oplata okolicę, tak i owa przestrzeń powoli owija Katarzynę.

Okolice te słyną nie tylko z malowniczości terenów i sielskiej atmosfery. Przepełnia je niezwykła historia – są to tereny dawnych Prus Wschodnich. W pierwszej połowie XIX wieku, dzięki zezwoleniu króla Fryderyka Wilhelma II, osiedlili się tam staroobrzędowcy. Zamieszkali w kilku wsiach, karczowali tereny, byli niezmiernie pracowici. Jako jeden z pierwszych na tym terenie osiedlił się Fiodor Malewan, którego córką była niezwykła, wyprzedzająca swoje czasy, Anna. Wydana za mąż za mężczyznę, którego sama nie wybrała, postanowiła uciec i żyć na własną rękę. Powraca jednak na łono Krutyni i zapoczątkowuje ród niezłomnych rudowłosych kobiet, których historie Katarzyna Enerlich zawarła w „Rzece ludzi osobnych”.

Współcześnie we wsi mieszka potomkini rodziny Malewanów, Augusta, osiemdziesięcioletnia seniorka. Zajmuje ona dom po sąsiedzku do Katarzyny i od początku obserwuje przybyszkę z uczuciem niepokoju. Z tego obustronnego przyglądania się sobie powoli kiełkuje piękna znajomość. Katarzyna nabywa różnych umiejętności: palenia w piecu, wypiekania chleba i przygotowywania lokalnych potraw. Zgłębia historię i tradycje lokalnych mieszkańców. Nie pozostaje bierna – przygotowuje przewodnik po lokalnym klasztorze, który ma zachęcić turystów do odwiedzenia regionu. Klasztor ten, położony nad jeziorem Duś, pełni istotną rolę wśród miejscowych, również w życiu rodu Malewanów.

W „Rzece ludzi osobnych” Katarzyna Enerlich, jak sama wyznaje, stara się utrwalić popadającą w niepamięć historię. Za pomocą powieści, w której postaci historyczne przeplatają się z tymi fikcyjnymi, przytacza losy staroobrzędowców. Przygody bohaterów, okraszone zdjęciami przedstawiającymi mieszkańców, budynki, ich wnętrza oraz ważne okoliczne punkty, ciekawią niezmiernie i stanowią interesujące źródło wiedzy o grupie ludzi, która z własnego wyboru wybrała życie na uboczu historii. Możliwość goszczenia w ich domostwach i życiach będzie czymś cennym dla osób, które zaczytują się w pozycjach, gdzie przeszłe losy opowiedziane są przez pryzmat życia jednostek.

Dla mnie, jako czytelniczki, bardzo istotna jest harmonia między historycznymi elementami a tymi pochodzącymi z głowy pisarza. Katarzyna Enerlich w odpowiedni sposób balansuje pomiędzy tymi dwoma brzegami literatury, czym pozwala czytelnikowi na wtopienie się w fabułę i pełne odczuwanie wydarzeń, które chciała przekazać. Choć jest to książka, w której rządzą kobiety, to warto do niej sięgnąć bez względu na płeć.

Katarzyna Kolibabska
(katarzyna.kolibabska@dlalejdis.pl)

Katarzyna Enerlich, „Rzeka ludzi osobnych”, Wydawnictwo MG, Kraków, 2016.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat