„Rzeźnik i strzyżyk” – recenzja

Recenzja książki „Rzeźnik i strzyżyk”.
Typowa historia z nietypowym tytułem.

Fakt kupna praw do ekranizacji zawsze podsyca czytelniczą ciekawość, a już szczególnie, gdy dochodzi do niego bardzo krótko po premierze. Książka „The Butcher & The Wren” Alainy Urquhart zadebiutowała w Stanach w połowie września zeszłego roku. Zaledwie dziesięć dni i 70 tysięcy sprzedanych egzemplarzy później pojawiła się informacja o tym, że na jej podstawie  powstanie serial produkowany przez niezależne studio Sister. Nic więc dziwnego, że bardzo szybko pojawił się również polski przekład, który dziś zamierzam poddać krytycznej ocenie.

Głównymi bohaterami są Jeremy i dr Wren Muller, czyli seryjny morderca ochrzczony „Rzeźnikiem z Bagien” i patolożka sądowa, która próbuje odszyfrować zagadkę śmierci jego ofiar. Rozdziały prowadzone są z dwóch perspektyw, ale, co moim zdaniem jest dużym minusem, narracja pozostaje trzecioosobowa. Okazjonalnie poznajemy myśli postaci, ale tak naprawdę nigdy nie „wchodzimy w ich skórę” na tyle, by móc w stanie poddać ich charaktery głębszej analizie. On zabija, bo chce, a ona bardzo chce go schwytać, bo tak. Trudno stwierdzić, aby starcie zakrawającego na ideał pro- i zdeprawowanego antagonisty było czymś nowym, w końcu na tym opiera się cały gatunek i wydaje się, że nic nowego już w nim nie zostanie wynalezione.

Autorka posiada dyplom z kryminologii, psychologii i biologii i jest to widoczne w scenach oględzin i sekcji zwłok. Sama strona literacka niestety niczym się nie wyróżnia. Nie ma tu zapadającego w pamięć stylu, czy wykreowanych głębszych relacji, chociaż, co może być zaskoczeniem, pani patolog nie poślubiła wyłącznie swojej pracy i ma męża. Niestety, całe jego jestestwo polega na tym, że się o nią martwi (większość scen) i „nie pozwala” na wymiganie się od wieczoru z przyjaciółkami. Więcej czasu Wren spędza z dwoma policjantami, ale i tutaj nic nie wychodzi poza zwyczajowe ramy zawodowych żarcików i koleżeństwa, co znacząco zmniejsza ładunek emocjonalny w scenach potencjalnego zagrożenia życia.

Jeremy z kolei od pierwszej strony kojarzył mi się z Jeffreyem Dahmerem. Ta jego schludność, niepozorność, dziecięce upodobania do makabry, blond włosy, miejsce łowów. Jestem niemalże przekonana, że było to zamierzone puszczenie oka do czytelnika, który jest zwodzony aż do momentu, w którym to Jeremy burzy to wrażenie, nazywając Dahmera „kretynem”. Drugim źródłem inspiracji był zapewne Robert Hansen, ale tu już nie będę wyjaśniać czemu, aby nie spoilerować.

Warto zaznaczyć, że książka jest naprawdę krótka – bez podziękowań liczy 263 strony, więc fakt, iż nie na wszystko znalazło się w niej miejsce, wydaje się naturalną koleją rzeczy. Całkiem nieźle odmalowany został klimat Luizjany, dusznych mokradeł zamieszkanych przez węże i aligatory, wilgoci i dokuczającego upału. Myślę więc, że traktując tekst jako punkt wyjścia znacznie bardziej rozbudowanego scenariusza wciąż można zrobić z tego całkiem niezły (mini)serial.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Alaina Urquhart, „Rzeźnik i strzyżyk” Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań, 2023r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat