„Rzeźnik” Max Czornyj – recenzja

Recenzja książki „Rzeźnik”.
„Zjedz mięso, wspominki zostaw”

Na wstępie powinnam zaznaczyć, że była to moja pierwsza styczność zarówno z twórczością Maxa Czornyja, jak i osobą „Rzeźnika z Niebuszewa”. Na kilku pierwszych stronach autor wyjaśnia, że początkowo planował stworzyć thriller z antybohaterem wzorowanym na postaci Józefa Cyppka, jednak w trakcie zbierania materiałów stwierdził, że w tym przypadku prawda zawsze będzie ciekawsza od fikcji. W efekcie „Rzeźnik” jest czymś na kształt autobiograficznej mieszanki odpychającej makabry i pokręconej filozofii życiowej człowieka, który oficjalnie zabił tylko sąsiadkę, a nieoficjalnie zapełnił szczątkami pobliskie jezioro.

Punktem wyjścia miało być wskazanie motywów kierujących zwyrodnialcem zdolnym do mordowania, a następnie zjadania dzieci i dorosłych, jednak każdy fan kryminałów wie, że odpowiedź na pytanie „dlaczego?” nigdy nie jest prosta. Gdyby tak było, trzeba by zakładać, że każdy, kto żył w określonych warunkach i/lub ma za sobą doświadczenie odtrącenia i/lub poniżenia, pewnego dnia sięgnie po siekierę, by wyrównać rachunki ze światem i Bogiem, a  przecież tak nie jest. Skłonność do odbierania życia nie jest wynikiem sytuacji zero-jedynkowej, dlatego też w miarę poznawania chaotycznie poszatkowanych losów Cyppka (narracja przeskakuje między kilkoma płaszczyznami czasowymi) zamiast fabuły moją uwagę coraz bardziej pochłaniały wątpliwości natury moralniej.

Wybór narracji pierwszoosobowej i wiążące się z nim wejście w umysł prawdziwego psychopaty balansuje moim zdaniem po bardzo cienkiej granicy między literackim eksperymentem, a niesmacznym czerpaniem korzyści z ludzkich tragedii bez względu na to, jaki był pierwotny zamysł twórcy. Dosłownie chwilę po skończeniu „Rzeźnika” zauważyłam artykuł o tym, że planowana jest ekranizacja historii mężczyzny, który zaledwie rok temu udusił swą ciężarną żonę i dwie córeczki. Czy naprawdę spieniężanie rodzinnego dramatu i stawianie ludzi tego pokroju na świeczniku jest tym, czego potrzebuje współczesny świat? Gdzie kończy się podszyta współczuciem dla ofiar ludzka ciekawość, a zaczyna niezdrowa fascynacja wymagająca interwencji specjalisty i izolacji od społeczeństwa? Czemu chcemy rozkładać na czynniki pierwsze motywy zbrodni, a nie poprzestaniemy na stwierdzeniu, że to był chory człowiek mający za nic logiczne myślenie? Czy zwykły szary czytelnik powinien w ogóle być w stanie zrozumieć kodeks zasad mordercy, nie mówiąc już o postawieniu się na jego miejscu?

Nawet odsuwając na bok etyczność jej powstania, bardzo ciężko jest mi ocenić tę książkę. Powieść nieustannie meandruje między teoretycznie wymagającymi ciągłej uwagi, praktycznie nieco irytującymi, przeskokami w czasie, a zbyt namacalnymi opisami bestialstwa. Najlepiej wypada część czysto dokumentalna, czyli autentyczne notatki milicji i sparafrazowane zeznania sądowe. Widać po nich, że autor naprawdę włożył sporo wysiłku w rozeznanie w temacie. Nie pokuszę się o napisanie „polecam”, ani „znajdźcie coś lepszego”. Sami musicie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcecie poznać treść „Rzeźnika”, a jeśli tak, to… dlaczego?

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Max Czornyj, „Rzeźnik”, Poznań, Wydawnictwo FILIA, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat