„Rzym na chwilę” – recenzja

Recenzja książki „Rzym na chwilę”.
„Rzym na chwilę” to historia o odzyskiwaniu siebie, miłości i chemii, która pali jak sierpniowe słońce nad Tybrem.

Są takie książki, które bierzesz do ręki „na chwilę”, a potem orientujesz się, że minęły trzy godziny. Herbata wystygła, a ty siedzisz wygięta w paragraf, bo nie miałaś nawet czasu poprawić poduszek. „Rzym na chwilę” to właśnie jedna z takich powieści. Wystarczyło dosłownie kilka stron, a ja przepadłam na amen. Zamiast lektury, dostałam zaproszenie do Włoch – i była to naprawdę fascynująca podróż.

Główna bohaterka, Victoria Stelmach, to autorka bestsellerowych romansów. W teorii zna miłość od podszewki, praktycznie ma ją w głębokim poważaniu. Po zdradzie narzeczonego postawiła w sercu drut kolczasty, a w głowie wieje pustką i nie ma śladu weny. Wydawnictwo naciska, deadline’y depczą jej po piętach, a redaktorka rzuca ostatnią deskę ratunku: 3-miesięczny urlop w Rzymie. Pisarka ma odpocząć i wreszcie zacząć pisać książkę.

Victoria protestuje, ale w końcu pakuje walizkę, zaciska zęby i rusza. Na miejscu wpada na niego: młodszego o kilka lat Włocha. Jest przystojny, bezczelnie pewny siebie i irytujący w sposób, który podejrzanie szybko zaczyna działać na jej wyobraźnię. Ich pierwsza rozmowa to bardziej słowna szermierka niż miła pogawędka. A wszyscy wiemy, że od ostrej wymiany zdań do pocałunku jest dokładnie tyle, ile wynosi długość jednego spojrzenia.

Jako czytelniczka z wrodzoną potrzebą swatania miałam ochotę wejść między wersy i popchnąć Victorię prosto w ramiona Włocha. Na szczęście Weronika Jaczewska doskonale wie, jak prowadzić bohaterów, żeby napięcie rosło powoli, iskrzyło coraz mocniej i wybuchało w odpowiednim momencie.

„Rzym na chwilę” to mieszanka idealna: romans, humor i porządna dawka pikanterii. Rzym pachnie tutaj winem, słońcem i makaronem, ale to chemia między bohaterami kradnie cały spektakl. Autorka ma fenomenalny talent do opisywania emocji – odsłania głębokie rany postaci, ich obawy, namiętności i pragnienia, dzięki czemu historia jest nie tylko zabawna, ale też bardzo poruszająca. Rozumie, że po złamanym sercu człowiek czasem potrzebuje pokłócić się z całym światem, a dopiero później przychodzi czas na namiętny pocałunek.

Powieść Weroniki Jaczewskiej to książka, która pozwala bez wstydu, z pełną rozkoszą zniknąć na kilka godzin ze świata. I ja to absolutnie kupuję. Prawda jest taka, że właśnie takich historii czasem potrzebujemy najbardziej. Takich, które nie udają wielkiej literatury, nie próbują nas wychowywać ani przerabiać, tylko zapraszają do świata, w którym można na chwilę odetchnąć. Gdzie emocje są trochę większe niż w realu, chemia iskrzy jak w najlepszych romansach, a bohaterowie walczą o siebie z odwagą, jakiej często brakuje nam samym.

Katarzyna Chober

Weronika Jaczewska, „Rzym na chwilę”, Wydawnictwo Ale!, Warszawa, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat