Są takie książki, które bierzesz do ręki „na chwilę”, a potem orientujesz się, że minęły trzy godziny. Herbata wystygła, a ty siedzisz wygięta w paragraf, bo nie miałaś nawet czasu poprawić poduszek. „Rzym na chwilę” to właśnie jedna z takich powieści. Wystarczyło dosłownie kilka stron, a ja przepadłam na amen. Zamiast lektury, dostałam zaproszenie do Włoch – i była to naprawdę fascynująca podróż.
Główna bohaterka, Victoria Stelmach, to autorka bestsellerowych romansów. W teorii zna miłość od podszewki, praktycznie ma ją w głębokim poważaniu. Po zdradzie narzeczonego postawiła w sercu drut kolczasty, a w głowie wieje pustką i nie ma śladu weny. Wydawnictwo naciska, deadline’y depczą jej po piętach, a redaktorka rzuca ostatnią deskę ratunku: 3-miesięczny urlop w Rzymie. Pisarka ma odpocząć i wreszcie zacząć pisać książkę.
Victoria protestuje, ale w końcu pakuje walizkę, zaciska zęby i rusza. Na miejscu wpada na niego: młodszego o kilka lat Włocha. Jest przystojny, bezczelnie pewny siebie i irytujący w sposób, który podejrzanie szybko zaczyna działać na jej wyobraźnię. Ich pierwsza rozmowa to bardziej słowna szermierka niż miła pogawędka. A wszyscy wiemy, że od ostrej wymiany zdań do pocałunku jest dokładnie tyle, ile wynosi długość jednego spojrzenia.
Jako czytelniczka z wrodzoną potrzebą swatania miałam ochotę wejść między wersy i popchnąć Victorię prosto w ramiona Włocha. Na szczęście Weronika Jaczewska doskonale wie, jak prowadzić bohaterów, żeby napięcie rosło powoli, iskrzyło coraz mocniej i wybuchało w odpowiednim momencie.
„Rzym na chwilę” to mieszanka idealna: romans, humor i porządna dawka pikanterii. Rzym pachnie tutaj winem, słońcem i makaronem, ale to chemia między bohaterami kradnie cały spektakl. Autorka ma fenomenalny talent do opisywania emocji – odsłania głębokie rany postaci, ich obawy, namiętności i pragnienia, dzięki czemu historia jest nie tylko zabawna, ale też bardzo poruszająca. Rozumie, że po złamanym sercu człowiek czasem potrzebuje pokłócić się z całym światem, a dopiero później przychodzi czas na namiętny pocałunek.
Powieść Weroniki Jaczewskiej to książka, która pozwala bez wstydu, z pełną rozkoszą zniknąć na kilka godzin ze świata. I ja to absolutnie kupuję. Prawda jest taka, że właśnie takich historii czasem potrzebujemy najbardziej. Takich, które nie udają wielkiej literatury, nie próbują nas wychowywać ani przerabiać, tylko zapraszają do świata, w którym można na chwilę odetchnąć. Gdzie emocje są trochę większe niż w realu, chemia iskrzy jak w najlepszych romansach, a bohaterowie walczą o siebie z odwagą, jakiej często brakuje nam samym.
Katarzyna Chober
Weronika Jaczewska, „Rzym na chwilę”, Wydawnictwo Ale!, Warszawa, 2025.
Komentarze