Nadal będąc zagorzałą przeciwniczką fantastyki, sięgałam po tę książkę z wielką rezerwą i pewnym niedowierzaniem, że mogłaby czymkolwiek się obronić w ostrzale mojej krytyki. Okładka, przedstawiająca głównych bohaterów, została wykonana naprawdę w mistrzowski sposób – gra barw i ekspresja powalają na łopatki. Mimo tak „wielkiego wejścia” powieść nie zyskała ani jednego punktu na starcie. W zderzeniu z moim sceptycyzmem musiała bronić się tylko i wyłącznie ukrytą w sobie treścią.
Ksin wraz ze swoimi towarzyszami zakończył swoją podróż, docierając do celu wędrówki. Osiedlił się nad brzegiem Morza Czasu. Miasto Amarsin wydaje się być niemalże samowystarczalne – jego mieszkańcy mają wszystko, czego tylko im potrzeba. Czas w tym miejscu poddał się pokornie pod władzę ludzi – wszystko tętni tutaj swoim własnym, niezwykłym rytmem, nienarzucanym z góry przez siły tego świata. Niezwykłość miasta nie wydaje się budzić żadnych podejrzeń – widmo zagrożenia nie zagląda tutaj wcale. Można by powiedzieć, że takie miejsce to prawdziwy raj. Ksin jest jednak innego zdania. Czy jego obawy są uzasadnione?
Po raz kolejny muszę przyznać się szczerze, bijąc się w piersi, że moja teoria o bezsensowności literackiego świata fantastyki legła w gruzach. Pozornie nierzeczywisty obraz życia ludzi do złudzenia przypomina mi pewne sceny z realności. Utopia, w jakiej przyszło egzystować mieszkańcom miasta Amarsin, powoduje, że ludzie przestają się starać, stają się leniwi i nie podejmują aktywności. Czyż taki stan nie spotyka też nas? Marazm nie raz wkradał się także do naszej rzeczywistości, siejąc prawdziwe spustoszenie. Pozorne szczęście, jakim dla wielu jest pewna kontrola nad życiem i brak konieczności spełniania pewnych standardów, jest tak naprawdę wielką katastrofą. Problem polega na tym, że my, żyjąc w takim stanie, często tego nie zauważamy lub nie chcemy się do tego przyznać. Jak pewnie wielu z Was już wie, czytając fantastykę zawsze szukam jakiegoś powiązania z rzeczywistością. Ta książka obroniła się świetnie i zyskała w moich oczach, spełniając wszystkie moje oczekiwania.
Nie zdziwi Was pewnie teraz fakt, że polecę tę książkę każdemu – zarówno miłośnikowi fantastyki, jak i zagorzałym jej przeciwnikom. Jestem przekonana, że zarówno jedni, jak i drudzy odnajdą w niej coś, co pomoże im spojrzeć na świat z zupełnie nowej perspektywy. A przy okazji stanie się świetnym sposobem na spędzenie wolnego czasu.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Konrad T. Lewandowski, „Saga o Kotołaku. Ksin na bagnach czasu”, Wydawnictwo Nasza Księgarnia 2017
Komentarze