Tadeusz Piotr Szewczyk – specjalista naturalnych metod leczenia i mistrz Reiki – napisał książkę „Uzdrawianie z Sai Babą”, jak sam wyznał po to, by poszerzyć naszą świadomość na temat uzdrawiania, które ma być traktowane jako całościowy proces. Obejmować więc powinien nie tylko ciało, ale także, a może w głównej mierze duszę. Stąd autor, przedstawiając swoje poglądy, oparł się na „mądrości” Wschodu, która „w chorobie dostrzega błogosławieństwo”. Przede wszystkim jednak, jak już sam tytuł książki wskazuje, za duchowego przewodnika uczynił Szewczyk, żyjącego w latach 1926-2011 indyjskiego myśliciela i duchowego nauczyciela Sai Babę. Nic dziwnego, wszak, jak wyznał sam autor jego wypowiedzi zawarte w książce „Sai Baba mówi do zachodu” Stephana v. Stepskiego-Doliwy, są dla niego „Biblią naszych czasów, bezpośrednim przekazem płynących od Boga nauk”.
Podczas lektury „Uzdrawiania z Sai Babą” możemy zapoznać się, jak wcześniej wspomniałam, z poglądami Tadeusza Piotra Szewczyka, popartymi cytatami zaczerpniętymi z jego „Biblii”. Niektóre tezy wydają się ciekawe, jak choćby ta, w myśl której „złość, zamartwianie się i wszelki negatywizm to kreowanie tego wszystkiego, czego najbardziej byśmy chcieli uniknąć”. Nie sposób zaprzeczyć w tym przypadku ideom głoszonym przez autora, gdyż zapewne większość z nas doświadczyło zgubnego wpływu tak zwanego czarnowidztwa. Jednak niektóre, a właściwie dla mnie większość, z przedstawionych nauk jest zbyt radykalna, by nie powiedzieć wręcz kontrowersyjna.
O ile, gdy Sai Baba przekonuje o katastrofalnych następstwach cudzołóstwa potrafię mu przytaknąć, o tyle kiedy głosi, że „podobnie jest, gdy współżyjesz z kimś seksualnie bez błogosławieństwa i bez bezpieczeństwa dawanego przez związek małżeński”, jego słowa budzą mój wewnętrzny sprzeciw. Odbiera on bowiem nie tylko przyjemność, ale przede wszystkim prawo do czerpania radości z seksu przez osoby niezamężne i nieżonate, skazując je na przymusową abstynencję seksualną. Jeszcze większa mnie ogarnęła zgroza, gdy przeczytałam, jak Sai Baba przekonywał, że jeśli dopuszczamy się cielesnych rozkoszy bez sakramentu małżeństwa, to „ponieważ wasze myślenie jest tak przerażająco materialne i nie dowierzacie duchowym wyjaśnieniom pojawił się na świecie AIDS. Ma on was nauczyć, że nadużywanie płciowości może być albo jest śmiertelnie niebezpieczne”. Nie potrafię się zgodzić z Sai Babą pod tym względem. Owszem wirus HIV przenosi się m.in. drogą płciową, ale wykazywanie ludziom, że stanowi on niejako karę za ich wrodzony popęd seksualny nie znajduje w mojej opinii uzasadnienia. Nawet kościół katolicki nie jest aż tak stanowczy i bezkompromisowy pod tym względem.
Nie potrafię także przyznać racji Sai Babie, a tym samym i potakującemu mu Szewczykowi, kiedy przekonują: „choroby nie powstają wyłącznie przez wirusy i bakterie w ciele, lecz przez zamęt, względnie negatywność w myśleniu. W wielu przypadkach choroba zostaje stłumiona (antybiotyki), zanim zdążycie się z niej czegokolwiek nauczyć. Wykorzystaj więc chorobę jako możliwość, aby się w spokoju nad sobą zastanowić. Przemyśl czego masz się nauczyć, albo co ta choroba chce ci uzmysłowić. Oczyść swoje myśli”. Przekaz tej myśli, moim zdaniem, może mieć tragiczne skutki, bowiem niektórzy ludzie uznają, że trzeba odstawić lekarstwa, by doznać objawienia i odkryć ukryty „sens” choroby. Samo pozytywne myślenie nie spowoduje przecież, że osoba chora „cudownie” wyzdrowieje. No cóż, z doświadczenia wiem, że takie naturalne metody leczenia nie skutkują w przypadku poważnych i ciężkich chorób. Bliska mi osoba, która wierzyła w takie „uzdrawiające” moce już niestety odeszła z tego świata. Dlatego też uważam tego typu „przesłania” za niebezpieczne.
Zanim zwolennicy Sai Baby okrzykną mnie antychrystem, chciałabym sprostować, że nie narzucam nikomu własnej oceny, przedstawionej w niniejszej recenzji. Książka Tadeusza Piotra Szewczyka „Uzdrawianie z Sai Babą” skrajnie różni się od moich poglądów na życie. Mimo że duchowość ma dla mnie duże znaczenie, to nie umiem zgodzić się z jej radykalnym przesłaniem. Niemniej jednak każdy powinien sam dokonać wyboru, czy Sai Baba będzie/jest dla niego autorytetem i moralnym guru czy szarlatanem.
Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)
Tadeusz Piotr Szewczyk, „Uzdrawianie z Sai Babą”, Studio Astropsychologii, Białystok 2011
Komentarze