Bez owijania w bawełnę, „Solo” Soni Raduńskiej po prostu zachwyca. Urzeka nie tylko specyficzną, bardzo prywatną narracją, ale też tym, co ta narracja niesie. Stajemy się podglądaczami czyjegoś życia, radości, ale też smutków i zwątpień.
Sonia Raduńska pokazuje nam w „Solo” kawał swojego życia w formie luźnych zapisków. Nie są to wyłącznie typowe pamiętnikarskie notatki, ale właściwie wszystko to, co autorkę cieszy, boli, wzrusza i denerwuje, a co uzewnętrznia, przelewając na papier. Czasem jest to jedno zdanie, czasem dłuższy komentarz do tego co za oknem, co w świecie i co we własnych prywatnych czterech ścianach. Pojawia się bardzo często wiele cytatów oddających choćby nastrój autorki w danej chwili.
Lektura „Solo” pokazuje, że receptą na oswojenie samotności, okazują się małe radości. Trzeba tylko nauczyć się je dostrzegać. W spojrzeniu domowych zwierzaków, w lekkim powiewie wiatru, promieniach słońca, dobrej lekturze. Samotność jest tutaj pokazana jako kolej rzeczy, która może spotkać każdego z nas i którą trzeba okiełznać, by nie zwariować. Z tej książki bije ogromny spokój i morze ciepła. To niezwykłe potrafić się starzeć w taki sposób i z taką godnością.
„Solo” to skarbnica nie tylko skrzętnie notowanych i ważnych dla autorki cytatów, ale też jej spostrzeżeń i myśli, które z kolei posłużą za cytaty niejednemu czytelnikowi. Mnie z pewnością.
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Sonia Raduńska, „Solo”, Wydawnictwo Dobra Literatura, Słupsk 2011
Komentarze