„Samotny we dwoje” – recenzja

Recenzja książki „Samotny we dwoje”.
Zapłacę 500 złotych, jeśli spędzisz ze mną co najmniej 15 minut.

Są ludzie, którzy zawsze chcieli wydać książkę. Z różnych powodów, np. dlatego, że nie zgadzali się z opinią swoich polonistów, wg których nie mieli talentu. Są tacy ludzie, którzy w pandemicznym roku postanowili zamknąć się w domu i opisać to, co zawsze im w duszy grało. I są wreszcie czytelnicy, którzy mają wybór: czytać czy nie. Tak więc spojler: jeśli dobrniecie do 1/3 tej książki, podejmijcie decyzję. Taką taktykę ma autor. Ja mam nieco inną. U mnie nie ma zmiłuj po zdecydowanie krótszym czasie, który poświęciłam na czytanie.

Praca recenzentki wymaga, aby się nad książką pochylić, zatem czytam, wściekam się i usiłuję wyciągnąć z tej książki jakieś pozytywy. Zacznę od strony erotyczno-romansowej. Jest sporo „scen”, opisanych całkiem nieźle i to z perspektywy mężczyzny. Spotkania z kolejnymi utrzymankami albo panienkami do towarzystwa, którym płaci za towarzystwo przy kolacji chociaż wolałby coś więcej, są opisane w sposób męczący. Jestem kobietą i gdyby któryś mężczyzna tak bardzo zarzucił mnie słowami, to uznałabym, że pora zakończyć znajomość po 5 minutach.

Ten elokwentny Polak z Niemiec, ustawiony finansowo i właśnie po rozwodzie, jako bohater nie zgadza się z obrazem, który kreuje. Może nie do końca dobrze pamiętam zeszłe wakacje, ale spędzanie czasu w restauracjach było mocno ograniczone, nawet jeśli miało się kupę kasy, wyremontowało się własnoręcznie jakieś stare samochody (braciom Collins właśnie wyrosła amatorska konkurencja) i pozuje się na człowieka biznesu z doświadczeniem. Nasz bohater szuka kobiety idealnej, która zaspokoi go pod wieloma względami. Tyle że z wymiany korespondencji wynika, że za tekstem stoi małolat, już nie nastolatek, ale z pewnością nie człowiek, który niejedno w życiu przeszedł i widział.

Nie twierdzę, że portale erotyczne nie są dla ludzi. Wszystko albo prawie wszystko jest. Tylko jeśli czytam, że pan sponsor nie lubi tego czy tamtego, to język, którym się posługuje każe mi myśleć, że to język dwudziestokilkulatka a nie mężczyzny w sile wieku. Są też wpadki, chyba nie do końca przewidziane. Jego pierwsza żona zabierała mu pierzynę. Dziwne? Pewnie. Kto jeszcze śpi pod pierzyną? Oczywiście wolno mi się czepiać, na tym polega moja praca, tylko takie wątki wpadały dość często. A ja bardzo ale to bardzo nie lubię skupiać się - zamiast na treści - na tym, jak bardzo język nie pasuje do bohatera książki.

Cała akcja jest zamknięta w prawie 12 miesiącach. Zmieniają się miejsca, samochody i motocykle, w końcu nasz bohater to zapalony miłośnik motoryzacji, który nawet małym samolotem poleci. Brzmi nieźle. Ale… akcja zaczyna się w styczniu 2020. I biegnie przez cały zeszły rok. Bohaterowie podróżują między Polską i niektórymi krajami. W roku pandemicznym. Pamiętacie, jak można  było podróżować? Pewnie, samochodem prawie bez przeszkód, nie wiem, jak samolotem, zwłaszcza prywatnym, ale mocno się to nie trzyma rzeczywistości, a podobno to ona stanowi podstawę tej opowieści. To ona jest w historii z komunikatorów. Ona ma być tą wiarygodną warstwą fabularną.

Sięgnijcie po tę książkę, jeśli lubicie takie historie na pograniczu prawdy, fantazji i erotycznych fascynacji. Weźcie jednak pod uwagę, że treściowo nie wszystko trzyma się kupy, zaczynając od dziwnego roku, przez bohatera, który ma w sobie więcej z pozera i gawędziarza, po kobiety, które chcą być utrzymankami.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Anton Lihs, „Samotny we dwoje”, BookEdit 2021



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat