Pierwszy tom „Samotnego krzyżowca” miałam okazję recenzować w zeszłym roku i książka ogromnie przypadła mi do gustu, choć nie jest to mój ulubiony okres historyczny ani miejsce rozwoju wypadków. Jeśli myślałam, że drugi tom będę oceniać przez pryzmat pierwszego – nie myliłam się. Okazało się to jednak nie takie proste, jak sobie założyłam…
Czarny Rycerz przeżywa egzekucję, którą zgotowali mu asasyni w swojej twierdzy. Podstępem stara się uciec jak najdalej, aby ostrzec braci Templariuszy o zdradzie, podczas gdy przeznaczenie ma najwyraźniej dla niego inne plany. Cudowny Miecz Salomona przychodzi rycerzowi z odsieczą wówczas, gdy prawie przypieczętowany zostaje jego los. Starzec z Gór, największy wróg, postanawia jednak… puścić Rycerza wolno. Ten nie wie, że stary mędrzec ma nadzieję zgotować mu los gorszy od jakiejkolwiek śmierci...
Nie myliłby się ten, kto uznałby, że „Ścieżki przeznaczenia” odeszły nieco od typowej powieści historycznej i stały się powieścią awanturniczą, a nawet taką z elementami fantastyki. To przyznaje nawet sam autor. Nie ma w tym jednak nic złego – fakty historyczne pozostają na miejscu, dodany zostaje jedynie tajemniczy, mistyczny wręcz wątek Arki Przymierza oraz czarodziejskiej mocy, która otacza niesamowity miecz, należący kiedyś do Króla Salomona.
Jeśli w poprzednich częściach Czarny Rycerz wydawał nam się butny, zbyt pewny siebie i wręcz nieśmiertelny, to tutaj odniesiemy raczej inne wrażenie. Będzie mu blisko do śmierci już kilkakrotnie, a pewność siebie zostanie zastąpiona przez cierpliwość i wyczekiwanie – o wiele skuteczniejsze w zderzeniu z zaplanowanym okrucieństwem skrytobójców. Nie powoduje to, że Roland staje się bohaterem mniej wartym uwagi czy nieciekawym; poznajemy po prostu inne jego oblicze, wymuszone okolicznościami, które go spotykają.
Książka – przynajmniej w moim mniemaniu – doskonale pokazuje, jak niewiele dzieli rozmaite religie oraz jak bardzo ludzie potrafią naginać ich reguły do swoich potrzeb. Marek Orłowski doskonale wiedział, co robi, wprowadzając małe sytuacje, dzięki którym nachodzi nas chwila zastanowienia – czy faktycznie można potępić jednych ludzi, którzy walczą w imię swojej religii, a gloryfikować drugich? Czy religia nie jest kolejnym kontekstem do tego, aby ludzie zaspokajali swoje mordercze żądze krwi i zabijania?
Z pewnością „Samotny krzyżowiec. Ścieżki przeznaczenia” Marka Orłowskiego to książka, którą warto przeczytać – i która trzyma poziom, mimo że stanowi drugą część cyklu. Nie da się nie wspomnieć o tym, że, choć teraz zakończenie jest prostsze i Czarny Rycerz po prostu odjeżdża na swoim wiernym, karym koniu, to jednak nam w sercu pozostaje niepokój, jak właściwie objawić ma się klątwa Starca z Gór. I ten niepokój będzie powodował, że z niecierpliwością wypatrujemy kolejnej książki o przygodach Czarnego Rycerza.
Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)
Marek Orłowski, „Samotny krzyżowiec. Ścieżki przeznaczenia”, Warszawa, Instytut Wyd. Erica, 2014
Komentarze