„Samotny krzyżowiec. T. 1. Miecz Salomona” – recenzja
Rycerz Roland de Montferrat znany jest nie tylko wśród swoich sprzymierzeńców, ale i wrogów. Jego imię powtarzane jest z szacunkiem, podziwem i niedowierzaniem. Czarny Rycerz, bo tak go zwą, biegły jest we wszystkich sztukach walki, lecz niespieszno mu do przystąpienia w szeregi Zakonu Templariuszy. Niestety, jeden rycerz, nawet tak doskonały, nie jest w stanie zmienić losów wojny i sułtan Saladyn ze swoją armią odnosi zwycięstwo pod Hittin. To wtedy Roland wysłany jest jako obstawa do siedziby sekty asasynów, aby prosić Starca z Gór o wsparcie. Choć przygotowany na pokonanie wielu przeszkód, nie wie, jak poradzić sobie z siłami nadprzyrodzonymi – zwłaszcza w miejscu, gdzie niegdyś wykuto demoniczny miecz. Czy misja zakończy się powodzeniem?
Autor książki, Marek Orłowski, a w zasadzie Marko Szapkarow-Orłowski, zadebiutował pierwszym tomem opowieści o Czarnym Rycerzu. Jest to powieść tym bardziej niezwykła, że autor jest półkrwi Macedończykiem. Swoją wiedzą buduje historyczne podstawy opowieści, zaś wyobraźnią – losy Czarnego Rycerza.
Czarny Rycerz początkowo był postacią drażniącą – przez pierwsze przygody wpisywał się idealnie w etos rycerza, co sprawiało, że wszystko było przewidywalne i nudne. O takich rycerzach już nieraz czytaliśmy w literaturze, dlatego też początkowe rozdziały przyjęłam z niejakim rozczarowaniem. Z czasem jednak poznajemy rycerza z zupełnie innej strony, co sprawia, że staje się nie tylko przystojnym i honorowym wojownikiem, ale przede wszystkim – człowiekiem. Co kryje się za jego mroczną przeszłością? Na odpowiedź przyjdzie nam poczekać i będziemy musieli złożyć ją sami ze strzępów dostępnych informacji.
Język książki pozwala na przyjemne zagłębienie się w lekturę – nie ma tutaj wyszukanych konstrukcji gramatycznych, które zaprzątają nasz umysł bardziej niż sama akcja czy sens słów. Książkę czyta się po prostu dobrze, czego w literaturze polskiej nie doświadczyłam już długi czas. Mimo retrospekcji i przeglądu dziejów z kilku wieków, lektura nadal jest wciągająca i nie zniechęca przesadnymi opisami czy nadmuchanymi metaforami. Jest dokładnie taka, jaką chce się czytać.
„Samotny krzyżowiec” to przede wszystkim książka łącząca w sobie historyczne fakty z literacką fikcją. Postaci, które spotykamy, częściowo istniały naprawdę, czasem są wytworem wyobraźni, a innym razem – bohaterami lokalnych legend. To niezwykłe połączenie sprawia, że fani powieści historycznej przyjmą „Samotnego krzyżowca” z zadowoleniem, zaś ci, którzy wolą tajemnice i mity – również będą usatysfakcjonowani.
Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)
Marek Orłowski, „Samotny krzyżowiec. T. 1. Miecz Salomona”, Warszawa, Instytut Wydawniczy Erica, 2014
Ostatnio dodane
- „Zbrodnia w hidżabie. Na książęcej farmie” - recenzja
- „Ten, który wiedział” – recenzja
- „Ślepą, czarną nocą” – recenzja
- „Smerfy i Halloween. Świat Smerfów. Tom 5” – recenzja
- „Droga Kobiety” – recenzja
- „Potwory z archiwum. Mój rok grozy ze Stephenem Kingiem” – recenzja
- „Góralu, czy ci nie żal? Opowieść o zatraceniu” – recenzja
- „Demoniczne dwudziestolecie” – recenzja
- „Germinal” – recenzja
- „Yakari. Zemsta rosomaka. Tom 26” - recenzja

Komentarze