Są takie książki, które wciągają od pierwszych stron. Należy do nich na pewno „Sanatorium pod Zegarem” Liliany Fabisińskiej, wydane przez poznańską Filię. Zwariowane perypetie głównych bohaterek: Niny i Natalii nie pozwalają bowiem odłożyć lektury na dłużej. Wyraziste charaktery dwóch „krnąbrnych” pensjonariuszek sanatorium „Marzenie” w Ciechocinku tak ubarwiają książkę, że nawet najbardziej wymagające co do wartkiej akcji czytelniczki, nie powinny być zawiedzione.
Wstępem do zawirowań w codzienności Niny i Natalii, dwóch różniących się jak ogień i woda, zarówno osobowością jak i metryką kobiet, staje się pilna potrzeba zadbania o swoje zdrowie. Pełna życia Nina, „mózg” rodzinnej firmy SIS-4, spada z drabiny i z dnia na dzień musi zapomnieć o swobodnym poruszaniu się o własnych siłach. „Ja, która weszłam na swoje trzydzieste urodziny na Rysy i zdążyłam wrócić na Krupówki akurat w porze obiadowej, teraz ciężko dyszałam, a pot lał mi się po czole i plecach. Bo przeszłam pół metra! No, może metr…” Dzięki staraniom sióstr trafia na rehabilitację do Ciechocinka, ale o spokojnym pobycie w uzdrowisku nie ma mowy. Nie dość, że jej narzeczony ulotnił się tuż przed ślubem, to jeszcze musi dzielić sanatoryjny pokój z wiekową Natalią, z którą zostanie oskarżona o utopienie kuracjusza. Jakby tego było mało, jej ekscentryczna sublokatorka nie ma nic wspólnego ze stereotypową seniorką. Sił ma za dziesięciu, prowadzi samochód „jak szatan”, a na dodatek w bardzo pilnej sprawie planuje wyrwać się z uzdrowiska w środku nocy. Co z tego wyniknie i jak zakończy się sprawa zgonu tajemniczego nieboszczyka – odpowiedzi w lekturze.
„Sanatorium pod Zegarem” to wymarzona pozycja dla osób, które lubią arcyciekawe książki, z ciągle zmieniającą się akcją i dużą dawką humoru. Pierwszoplanowa narracja prowadzona przez główne bohaterki przez całość publikacji, dodaje fabule kolorytu, pozwalając wczuć się w emocje Niny i Natalii. A tych w kilkuset stronicowym utworze nie brakuje. Paleta uczuć dwóch nietuzinkowych kobiet zaś to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Jeśli do tego dodać najprawdziwszego denata, podejrzliwych policjantów, sprytnych włamywaczy, potencjalnego homoseksualistę oraz charakterny personel sanatorium, świetnie spędzony czas przy lekturze powieści - murowany. Z niecierpliwością czekam na kolejne dwie części serii: „Jak pies z kotem”, którą otwiera „Sanatorium pod Zegarem”. Jeśli będą na podobnie fantastycznym poziomie, jestem przekonana, że znowu „pochłonę” je błyskawicznie, mając porównywalną, czytelniczą przyjemność w zapoznawaniu się z wytworami wyobraźni i kunsztu autorki. Czego i wszystkim miłośnikom dobrej literatury życzę.
Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)
Liliana Fabisińska: „Sanatorium pod Zegarem”, Poznań, wydawnictwo Filia, 2016
Komentarze