„Sarek” – recenzja

Recenzja książki „Sarek”.
Solidny thriller z kilkoma twistami.

Po dłuższej przerwie naszła mnie chęć na historię z dreszczykiem. Początkowo szukałam czegoś w katologu nagromadzonych seriali, ale nic nie wciągnęło mnie na tyle, abym chciała poświęcić na seans kilka godzin. Przechodząc do książek, jak na ironię, zaintrygował mnie zarys powieści, która okazała się debiutem literackim scenarzysty serialowego i filmowego Ulfa Kvenslera.

Teoretycznie „Sarek” posiada czwórkę głównych bohaterów, ale można bez cienia przesady stwierdzić, że tytułowy park narodowy położony na północy Szwecji (autor zastrzega w posłowiu, że część topografii została dostosowana do potrzeb dramaturgii) również zasługuje na zaliczenie do tego grona. Z jednej strony stanowi piękne, niewzruszone i majestatyczne tło narastających napięć; z drugiej co raz przypomina o tym, że z naturą nie ma żartów i beztroska wędrówka można łatwo zamienić się w walkę o przetrwanie.

Nic tego jednak nie zapowiadało. To miał być kolejny wyjazd Anny, jej partnera Henrika i ich przyjaciółki Mileny. Na co dzień związani ze środowiskiem prawniczym raz w roku zamieniają garniaki i skórzane teczki na plecaki i obuwie trekkingowe, aby wspólnie wędrować po górach. Tym razem jest ich o jedno więcej - w ostatniej chwili Milena ostatnia postanawia zabrać ze sobą swego chłopaka Jacoba. Jak nowa osoba wpasuje się w ustalony schemat relacji? Czy uda się załagodzić konflikty i zdobyć zamierzone cele? Co może pójść nie tak?

Akcja książki toczy się wielotorowo. Przeskakujemy zarówno między okresem poprzedzającym wyprawę, jak i tym już po jej dramatycznym zakończeniu, z czasem dochodzą również retrospekcje sprzed dekady i w miarę chronologiczne wydarzenia ze szlaku. Autor wie, jak zbudować napięcie, bo już drugi rozdział ma miejsce w szpitalu i jest początkiem policyjnych przesłuchań, co z pewnością przykuje uwagę czytelnika. Drugim emocjonalnym momentem jest ewentualny podział grupy i starcie z potęgą przyrody. Im bliżej finału, tym bardziej jest chaotycznie, ale w tym szaleństwie wbrew pozorom jest metoda. Nie mogę się w nią jednak zagłębić, nie zdradzając za wiele. Napiszę jedynie, że fani literatury skandynawskiej na pewno wyczują moment, w którym to, co już wiemy, wyda się za proste i za mało zaangażowane społecznie, aby było prawdą.

Jeśli chodzi o profesję Ulfa Kvenslera, myślę, że szczególnie widać jej wpływ na początku. Co rusz raczy nas opisami smakowitego jedzenia (jak w swym serialu „Vår tid är nu”, polski tytuł „Restauracja”), a także dostajemy sytuację, którą myślę, wiele osób skojarzy z ekranu, czyli mężczyznę w związku zbyt przesadnie reagującego na docinki i już wiadomo, że chodzi tu o coś znacznie głębszego.

Podsumowując, „Sarek” to całkiem udana pozycja zarówno dla wielbicieli gór, jak i thrillerów do samego końca zmuszających do zgadywania, która wersja wydarzeń rzeczywiście miała miejsce.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Ulf Kvensler, „Sarek”, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa, 2024r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat