„Say it.” – recenzja

Recenzja książki „Say it.”.
Szczęście i ból może dzielić jedna sekunda. Czy Natalie zrozumie to, nim będzie za późno?

Natt to zwyczajna dziewczyna, powiedziałabym – szara myszka. Do czasu, aż za zmianę wizerunku zabiera się jej starsza siostra. Nagle Natalie zyskuje nowe ciuchy i… nową osobowość. W mgnieniu oka wychodzi z cienia, nie umie opędzić się od zachwyconych nową nią chłopaków, staje się pyskata i pewna siebie. Cała odwaga mija jej jednak przy Jaysonie – chłopaku starszej siostry, do którego zaczyna żywić nieznane jej wcześniej uczucia. Jedyną osobą, na której nie robi wrażenia jej nowy wizerunek jest Dylan – przypadkowo poznany na plaży chłopak staje się najlepszym przyjacielem Natalie, jej ostoją, gdy relacja z Jaysonem pomału zaczyna ją rujnować psychicznie. Wkrótce okazuje się jednak, że Dylan również ma swoją, bardzo bolesną tajemnicę, przy której toksyczna relacja Natt i jej chłopaka jest kompletnie bez znaczenia.

„Say it.” Pauli Bartosiak to twór literacki, którego nie powstydziłaby się może jedynie średnio utalentowana 12-latka. Niestety, poziom tej książki jest tak przerażająco niski, że nie odważę się nazwać jej powieścią… Wiele do życzenia pozostawia zarówno styl pisarski samej autorki – bardzo uwspółcześniony, młodzieżowy, do bólu prosty, pełny kolokwializmów i wulgaryzmów, jak i sama fabuła, oparta na bardzo już wyświechtanym wątku – grzeczna dziewczyna zmienia się w „fajną laskę”, trafia na faceta spod ciemnej gwiazdy, zakochują się w sobie i ich życie wychodzi na prostą. Akcja „Say it.” poprowadzona jest bardzo szybko – aż za szybko, nawet jak na standardy literatury młodzieżowej i gatunku young adult – głównej bohaterce wystarcza zmiana ubrań, żeby z poukładanej dziewczyny stać się wszczynającą bójki imprezowiczkę, „miłość od pierwszego wejrzenia” (jakiego pierwszego, Jayson znał Natt dużo wcześniej, zauważył ją dopiero po zmianie ciuchów…) zmienia bad-boya, a chłopak poznany przypadkiem na plaży w mgnieniu oka staje się najlepszym przyjacielem bohaterki. Nieprawdopodobnie płytkie.

Jedyną postacią, która ratuje całą książkę, jest Dylan. Naturalny, normalny, niewymuszony, nie przekoloryzowany. Chociaż wątek z nim związany jest dość przewidywalny i również niepozbawiony nieprzemyślanych sytuacji, to jednak on – jako jedyny! – udał się autorce. Mam wrażenie, że Paula Bartosiak właśnie w historię Dylana wlała emocje, których brakowało w całej reszcie książki, tylko ten wątek był realistyczny i nie zupełnie oderwany od rzeczywistości. Gdyby lepiej rozpisać historię chłopaka, to na niej oprzeć cały bieg książki, a wyciąć wszystkie sceny imprez, hordy chłopaków nagle zainteresowanych bohaterką, wiecznie pijaną siostrę, ataki agresji Jaysona i nierozwinięty wątek pasji muzycznej, „Say it.” zyskałoby niesamowicie dużo na wartości.

Chciałam powiedzieć, że „Say it.” to najgorsza książka, jaką kiedykolwiek czytałam. Widząc fragmenty recenzji na 2 i 3 stronie okładki, których autorki deklarowały zalewanie się łzami nad historią, śmiałam się, że jedyne, nad czym można płakać, to ilość zmarnowanego papieru, poświęconego na wydrukowanie tej książki. Ale… „Nic nie jest do końca oczywiste”. Po przeczytaniu zakończenia „Say it.” poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie obuchem w głowę. Oczekiwałam takiej końcówki, spodziewałam się jej, a jednak we mnie uderzyła. Dlatego w tej recenzji poprzestanę tylko na stwierdzeniu, że można było napisać tę książkę lepiej.

Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)

„Say it.” Paula Bartosiak. Novae Res, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat