Jak często daliście się zwieść opisowi z okładki książki, który okazywał się dość mało spójny z treścią książki? Mnie niestety zdarzyło się tak już niejeden raz, jednak w przypadku „Schroniska niechcianych żon” zawiodłam się wyjątkowo mocno. Po przeczytaniu tekstu na obwolucie liczyłam bowiem na ciekawą powieść o silnych kobietach, które mimo trudnych przejść razem stworzyły coś dobrego. Niestety, nic bardziej mylnego. W opisie wydawcy możemy przeczytać „Oliwia, Hortensja, Agata i Monika muszą gwałtownie stworzyć plan B, ich życie bowiem właśnie stanęło na głowie. Zdrady, romanse, oszustwa. Każdy by się załamał – ale nie one. One mają naprawdę dobry pomysł…” i muszę przyznać, że spodziewałam się albo historii o sile kobiecej przyjaźni i faktycznym budowaniu razem schroniska dla niechcianych żon, albo wesołej komedii w stylu cudownego filmu „Zmowa pierwszych żon”. Zamiast tego otrzymałam wymieszane wszystko to, czego w polskiej literaturze kobiecej kompletnie nie znoszę.
Bohaterki „Schroniska niechcianych żon” są wybitnie nijakie; to typowe postacie wydmuszki, które nie mają żadnej głębi. W zasadzie do końca książki nie do końca odróżniałam jedną od drugiej, bo prócz tego, że znacznie różniły się aparycją, pod względem osobowości tak naprawdę żadna nie wyróżniała się czymkolwiek, co sprawiłoby, że mogłabym odróżnić ją od innej. O ich partnerach już nawet nie wspomnę, bo w ich przypadku to już w ogóle ciężko mówić o tworzeniu czegokolwiek. Niby mieli jakieś imiona, ale w sumie to nie pamiętam ani jednego z nich, a skończyłam czytać książkę kilka godzin temu. Autorek tej wyjątkowo słabej powieści jest aż dwie, jednak nie pomogło to w stworzeniu ciekawej i wciągającej fabuły. W sumie mówienie tutaj o jakiejkolwiek fabule jest sporym naciągnięciem faktów, gdyż to typowa książka o niczym. Przydługie opisy rzeczy nieistotnych, kwieciste przymiotniki, które miału chyba na celu uatrakcyjnienie stylu literackiego tej powieści i wybitnie mało zabawne docinki w stronę wegan, za nic tutaj nie pomogły. Naprawdę, to nie jest kwestia braku dystansu do siebie, po prostu uważam, że wyśmiewanie się z czyichś wyborów życiowych, nawet jeśli tyczą się ich diety, a także ogólne robienie z jakiejkolwiek diety eliminacyjnej „strasznego utrudnienia dla funkcjonowania rodziny” jest niezwykle nie na miejscu, żeby nie powiedzieć, że jest po prostu żenujące.
Natasza Socha i Liliana Fabisińska więcej uwagi poświęciły opisom tego, jakie płatki dzieci jadły na śniadanie, jakie nietypowe smaki konfitur przyrządzał ojciec jednej z bohaterek, podkreślaniu seksownego biustu kolejnej z nich, wyprowadzaniu psa na siku i bezsensownym, dennym dialogom, niż stworzeniu fabuły. Ledwie ostatnie kilkanaście stron zostało poświęcone na przemyślenia bohaterek, pokazanie ich sposobu pogodzenia się z sytuacją, rozwiązaniu problemów, czy też ich wewnętrznej przemianie. Reszta tekstu to zwykłe nabijanie kolejnych znaków, bez ładu i składu, ot tak, aby dochodziły kolejne akapity, niewnoszące zupełnie nic do historii.
Na okładce „Schroniska niechcianych żon” przeczytałam, że to historia, w której przejrzy się każda z nas. Mam nadzieję, że większość z nas, nie przejrzy się w tej historii. Mam ogromną nadzieję, że zachowania bohaterek wydadzą się większości kobiet niestosowne, nieodpowiednie i nielogiczne. Ciągłe uciekanie od problemów, nadmierne poświęcanie się „dla dobra rodziny i dzieci”, brak konsekwencji w działaniu, okłamywanie samych siebie, ignorowanie istotnych sygnałów od partnera, brak akceptacji dla odmiennych poglądów i potrzeb, to tylko większe z „przewinień” bohaterek tej książki. W dodatku idei zbliżonej do stworzenia miejsca, w którym zranione kobiety czy też mężczyźni będą mogli zebrać siły, poświęcono zaledwie króciutki ostatni rozdział. Reszta powieści to denne śledztwa, podchody i super przewidywalne zwroty akcji.
Nie była to książka, do której bym chciała wrócić i już dawno nie żałowałam aż tak bardzo czasu poświęconego na książkę. Widać u autorek spore uprzedzenia, utarte schematy myślowe i uwielbienie do stereotypów, dlatego książki tej nie polecę nikomu.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
Natalia Socha, Liliana Fabisińska, „Schronisko niechcianych żon”, Wydawnictwo Edipresse, Warszawa, 2021
Komentarze