„Ścieżki nadziei” – recenzja

Recenzja książki „Ścieżki nadziei”.
Każdy wybiera własną drogę ku przepracowaniu dręczących nas emocji i problemów. Jedną z nich jest wędrówka przez świat, która prowadzi do odkrycia tego, co pozornie nieznane.

Alan Christoffensen w „Ścieżkach nadziei” zdecydował się na pieszą podróż przez Stany Zjednoczone. Głównego bohatera poznajemy w momencie, gdy czeka go ostatni etap jego podróży do Key West. Kiedy otrzymuje wiadomość, że jego ojciec jest w ciężkim stanie postanawia wrócić do rodzinnego miasta. Rozmowy z chorym ojcem i odkrycie rodzinnej historii pozwalają mu inaczej spojrzeć na dotychczasowe wyobrażenia o tym, co spotkało go w przeszłości. Okazuje się, że łączy go z ojcem o wiele więcej niż do tej pory sądził.

W opowieści zostaje przedstawiony młody człowiek po wielu przejściach. Ukochana żona, która zmarła młodo. Utrata dobrze prosperującej firmy i zdrada przyjaciela. Inne kobiety na drodze Alana, które mógł pokochać. Wszystko to spowodowało, że zdecydował się na podróż do miejsca, gdzie jego rodzice się poznali i podjęli decyzję o małżeństwie. Co odkryje Alan docierając do Key West?

Wędrówka w tej książce to nie tylko fizyczny wysiłek – to walka z samym sobą, słabościami i myślami. Ma swój początek i koniec. Towarzyszą jej pewne motywy i potrzeby. Tylko czy zawsze ucieczka od dotychczasowego życia jest lekarstwem na dręczące nas nierozwiązane sprawy?

Lidia Brzezicka
(lidia.brzezicka@dlalejdis.pl)

R.P. Evans, „Ścieżki nadziei”, Wydawnictwo Znak 2017.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat