Jest romans – ale według mnie do „intrygującego” mu daleko, jest i akcja – na szczęście dynamiczna, ale czy aby na pewno „wyjątkowo”?
W kontekście książek, które ostatnio wpadają w moje ręce, „Pościg” Karen Robards zasłużył na wysokie noty. Historia, którą serwuje nam autorka jest niewątpliwie wciągająca, gatunek z pogranicza kryminału i romansu wciąż cieszy się popularnością, zagadka morderstwa wcale nie jest od początku oczywista. Wszystko to sprawia, że po raz kolejny możemy zabawić się w detektywa i wraz z Jessicą Ford, główną bohaterką „Pościgu”, krok po kroku dopasowywać do siebie kolejne elementy łamigłówki. Stawka w tej zabawie jest, jak to zazwyczaj bywa, niezwykle wysoka – życie naszej bohaterki.
Jessica Ford, jako jedyna, ratuje się z wypadku, w którym ginie jedna z najpilniej strzeżonych osobistości w USA – Pierwsza Dama. Od początku nie wierzy w zwykły przypadek. Ktoś jednak skutecznie próbuje uniemożliwić jej poznanie prawdy. Do pomocy ma przystojnego (a jakże!) Marka Ryana, który bardzo szybko przechodzi na stronę walczącej o przeżycie bohaterki. Jak łatwo rozszyfrować, na tym etapie rozpoczyna się ów „intrygujący” romans, na który nie radzę zwracać zbyt dużej uwagi. Skupienie się na wątku kryminalnym jest o wiele zabawniejsze w przypadku tej książki.
Uwagę czytelnika z pewnością od razu zwraca tło, w jakim osadzona została akcja. Sam szczyt władzy w Stanach Zjednoczonych – Prezydent i jego otoczenie, sprawia, że historia nabiera jeszcze jednego, pobocznego, politycznego wymiaru. I chociaż wątek polityczny został jedynie naszkicowany, nie na nim bowiem Karen Robards oparła fabułę, to jednak umożliwia on odbiorcy uruchomienie wyobraźni i czytanie między wersami. Wybór takiej właśnie scenerii ma także inne znaczenie. Sprawia, że czujemy się tak, jakbyśmy czytali gotowy scenariusz na najnowszą hollywoodzką superprodukcję. Spiski, zamachy, władza, śmierć i miłość zawsze są mile widziane w filmach. A tych elementów w „Pościgu” z pewnością nie brakuje.
„Pościg” jest naprawdę wart polecenia czytelnikowi, spragnionemu lekkiego dreszczyku emocji, po którym jednak będzie mógł spokojnie zasnąć w nocy. To dobrze napisana książka, nie dłuży się, akcja sprawnie nabiera tempa, jest i punkt kulminacyjny. Czego więcej chcieć od przyjemnego kryminału? No, może zabrakło ciekawie nakreślonych postaci. W „Pościgu” dominują bowiem do bólu banalne schematy osobowościowe. Przyjmijmy jednak, że był to celowy zabieg Karen Robards.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Karen Robards, „Pościg”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze