„Sekret mojego męża” – recenzja

Recenzja książki „Sekret mojego męża”.
Międzynarodowy bestseller i literacka kwintesencja tego, co lubią kobiety.

„Sekret mojego męża” to kolejna powieść oznaczona naklejką klubu „Kobiety to czytają!”, zrodzonego z potrzeby dyskutowania o przeczytanych książkach, wymieniania spostrzeżeń, zadawania pytań i znajdywania na nie odpowiedzi. W oryginale wydana została w roku 2013 i od czego czasu utrzymuje się na najważniejszych listach bestsellerów, o czym wydawca poinformował nas z tyłu okładki. Prawa do tłumaczenia sprzedano trzydziestu krajom, w tym Polsce, gdzie nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się właśnie teraz.

Książka zaczyna się zagadkowo. Na wstępie sparafrazowana została historia Pandory, dodatkowo zinterpretowana przez autorkę powieści – Liane Moriarty, która próbuje wczuć się w sytuację zesłanej na ziemię kobiety i usprawiedliwić jej ciekawość. Nie bez znaczenia jest decyzja, którą Pandora ostatecznie podejmuje, a która – jak wiemy z mitologii – dotyczy uchylenia wieka i sprowadzenia na siebie i innych szeregu nieszczęść. Podobnie dzieje się bowiem z bohaterami powieści. Jeden z nich w młodości pisze list, którego nigdy nie powinna znaleźć jego żona. Nie, dopóki on nie umrze. Życie nie ma jednak w zwyczaju słuchać naszych próśb i dostosowywać się do planów. I tak któregoś dnia żona odnajduje kopertę z tykającą bombą. Czy ją otworzy? Choć w głębi serca wiemy, że otworzy, Moriarty każe nam czekać. Napięcie rośnie, odwracamy strony coraz szybciej, czytamy coraz bardziej łapczywie. A kiedy bohaterka otwiera wreszcie list i spodziewamy się burzy, która oczyściłaby duchotę gorącego dnia, nic podobnego nie następuje. Od pierwszej do ostatniej strony napięcie tylko rośnie i rośnie, sprawiając, że nie chce się odkładać książki nawet po to, by pójść do toalety.

Gdybym miała sporządzić listę „idealnych książek dla kobiet”, „Sekret mojego męża” znalazłby się na niej bez dwóch zdań. I choć nie powinnam mówić za wszystkie kobiety, bo przecież każda może mieć – i ma – inne zainteresowania, to myślę, że gdzieś tam w środku łączy nas wspólny mianownik, który sprawia, że ta książka po prostu nie może się nie spodobać. Nie bez powodu postanowiono wciągnąć ją na listę książek polecanych przez klub „Kobiety to czytają!”, który działa nie od wczoraj i wie, czego oczekują czytelniczki i jakie tematy pobudzają je do dyskusji.

A wątków skłaniających do dyskusji jest mnóstwo. Na końcu książki zebrane zostały najważniejsze pytania, które czytelnik chciałby lub mógłby sobie zadać w związku z historią. Pytania są obszerne i jest ich jedenaście. W zasadzie to po raz pierwszy w życiu spotkałam się z tym, żeby zwykła powieść zawierała coś w rodzaju poleceń czy zadań, niczym podręcznik do języka polskiego. „A teraz pytania do tekstu...”. Ale to dobrze. Skoro kobiety chcą dyskutować, wydawca wychodzi im na przeciw – przewiduje, czego mogą potrzebować i angażuje się w kontakt z czytelnikiem. Tylko pogratulować postawy! A potem cóż? Oczywiście sięgać po „Sekret mojego męża”.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Liane Moriarty, „Sekret mojego męża”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat