Główną bohaterką książki Dany Sachs teoretycznie jest Anna Rosenthal, trzydziestokilkuletnia rysowniczka komiksów, próbująca dojść do siebie po śmierci męża, rozliczyć się z przeszłością i sobą. Jednak tak naprawdę znacznie większą uwagę ściąga na siebie postać jej babki, Goldie, której historia zdecydowanie dominuje. „Tajemnica Słowiczego Pałacu” to powieść o skłóconej babce i wnuczce, które po pięciu latach milczenia wyruszają zabytkowym Rolls-Roycem w podróż po Ameryce. Anna godzi się zawieźć Goldie z Nowego Jorku do Kalifornii, gdzie starsza pani żyła przed laty. W latach 40., w obliczu wojny, od zaprzyjaźnionej rodziny Japończyków wzięła na przechowanie pewien album. Zwrot cennego przedmiotu stał się pretekstem do wyciągnięcia z domu wnuczki i zmuszenia jej do wrócenia do życia.
Z początku powieść „Tajemnica Słowiczego Pałacu” wydawała mi się mało porywająca, ponieważ postać Anny jest tak naprawdę dość nudna. Sprzeczki z wiekową babcią, czy roztrząsanie sytuacji towarzyszących ciężkiej chorobie męża i śmierci nie są wyjątkowe, ani specjalnie interesujące. Jednak postać Goldie jest bardzo barwna, choć nieprzerysowana i staje się tętniącym życiem sercem powieści. Długie retrospekcje, zawierające wydarzenia z życia ekscentrycznej pani czyta się bardzo dobrze. Pod przykrywką z pozoru zwykłych wydarzeń, tj. pierwsze miłości, doświadczenia życiowe, sytuacje rodzinne, tak naprawdę poznajemy czynniki, które sprawiły, że Goldie stała się taką osobą, jaką jest teraz. Dla swoich wnuczek jest po prostu nieco specyficzną osobą, z mocnymi przekonaniami i trudnym charakterem, jednak gdy poznajemy historię jej życie, zachowania i zasady, którymi kieruje się w życiu, stają się jasne i w zasadzie słuszne.
„Tajemnica Słowiczego Pałacu” nie jest książką wybitną, czy wnoszącą coś specjalnie nowego. Napisana jest jednak bardzo poprawnym językiem, a choć ciężko na początku się wdrożyć w jej fabułę, to po kilkudziesięciu pierwszych stronach, czyta się ją bardzo płynnie. Osobiście bardzo lubię historie osadzone w latach 40., czy 50. Ameryki, pokazujące świat widziany z różnej perspektywy oraz to jak wojna zmieniała życie ludzi. Nie zawsze bezpośrednio, ale niezmiennie zaskakująco. Nie zgodzę się jednak, że książka jest wybitnie sentymentalna czy wzruszająca. Owszem, przedstawione w niej losy ludzkie są często przykre i bezlitosne, ale nie należy nastawiać się na specjalnie poruszająca lekturę. Dzięki czemu, „Tajemnica Słowiczego Pałacu” będzie idealnym uzupełnieniem letniego lenistwa.
Narracja prowadzona jest płynnie, retrospekcje są wprowadzone bardzo jasno. Użyty język jest dobrym balansem – książka jest lekka, ale nie słaba. Bohaterowie są zarysowani jasno, ale wszyscy są ciekawi, ze względu na pozostawienie pewnych wątków nie do końca rozwiązanych, nie tracą na swojej tajemniczości i tym samym – ciekawości. Na plus jest również dla mnie unikanie zbędnych postaci, przez co w „Tajemnicy Słowiczego Pałacu” nie ma mowy o chaosie. Każdy wątek i każdy pojawiający się charakter jest wprowadzony po coś i ma znaczenie dla całości. Minusem było dla mnie późne zawiązanie akcji i idące za nim zakończenia (lub ich brak) poszczególnych wątków. Szkoda też, że Dana Sachs nie napisała nieco więcej o zmieniającym się krajobrazie poszczególnych stanów. Choć na ogół nie przepadam za długimi opisami, to tutaj nieco mi brakowało odpowiedniego poświęcenia uwagi na budowanie otoczenia.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Dana Sachs, „Tajemnica Słowiczego Pałacu”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013
Komentarze