„Sezon burz” - recenzja

Recenzja książki „Sezon burz”.
Bardzo długo przyszło czekać czytelnikom na najnowszą książkę z przygodami wiedźmina Geralta. Wiadomość o najnowszej publikacji była nieoczekiwana, ale czy mamy do czynienia z dobrą książką?

Andrzej Sapkowski na długi okres porzucił swojego głównego bohatera, który przyniósł mu literacki sukces i sławę. Niejednoznaczne uśmiercenie Geralta pod koniec serii dla wielu było postawieniem kropki nad „i” jego dalszych losów, ale wrzawa i apetyty miłośników opowiadań i sagi rozbudziła seria gier pod tym samym tytułem – skądinąd, bardzo udana seria. Nic dziwnego, że stale odnosząca sukcesy marka, jaka została stworzona przez Sapkowskiego, napędziła literackie zapędy autora. Ale czy odkurzony Geralt z Rivii będzie tak samo ujmujący i wciągający jak kilkanaście lat temu?

Historia wprowadza nas tam, gdzie Geralt czuje się najlepiej - do momentu, gdy musi zabijać potwory. Niestety z powodów, które nigdy nie są jednoznaczne i przejrzyste, wiedźmin traci narzędzia pracy – miecze. Rozpoczyna się szaleńcza pogoń w odzyskaniu własności, podczas której bohater zmierzy się z brutalnością polityki, ciemnych koneksji, ksenofobii i całej masy innych realiów wykreowanych przez Sapkowskiego. Dzieje się sporo, są zwroty, ale wszystko jest spójne i trzyma się kupy – nie ma miejsca na „naciągactwo”. Właściwie nie da się streścić fabuły tak, by nie zdradzać czegokolwiek. Będzie Jaskier, będzie motyw Yennefer i będzie Geralt – tyle czytelnikowi powinno wystarczyć.

Z początku, przez pierwsze kilkadziesiąt stron, nie ma co się oszukiwać, można być delikatnie nieufnym. Za mocnym uderzeniem w tle słychać pomruk szeleszczących banknotów i odgłosy chciwego mlaskania. Skok na siano – nic innego nie idzie powiedzieć. Ale im dalej w las… Tym bardziej autor się rozkręca, daje wsiąknąć w dawną atmosferę i realia, powracają wspomnienia. Z każdą następną stroną mamy coraz lepszą opowieść, bardziej gęsty klimat i Geralt staje się jakby bardziej tym starym Geraltem z dawnych czasów. Przy końcu już nie sposób nie kochać tej opowieści.

W „Sezonie burz” nie ma tak mocnego szoku, jak w przypadku pierwszych opowiadań o wiedźminie, którymi pisarz kupił czytelników. Trzeba zaznaczyć, że niektóre części sagi stały na podobnym lub nieco niższym poziomie – trudno ocenić, bo trzeba by odświeżyć wszystko, by móc określić precyzyjnie poziom. Akcja jest wartka i nie pozwala na monotonie. Nie znajdziemy tutaj ani grama zniechęcających opisów. Sapkowski zadbał o charakterystyczny styl, namacalność postaci, wyraźne różnice pomiędzy bohaterami. Na szczególną uwagę zasługuję język i jego upiększenia z makaronizmami i słowotwórstwem będącymi znakami firmowymi serii. Czysta poezja.

Pomimo nieufności i jasnych wątpliwości mamy do czynienia z opowieścią z pozoru błahą,  aczkolwiek ważną i ciekawą w trakcie rozwoju wydarzeń. Geralt to nie jakiś nędzny cień samego siebie, ale zgrabnie odrestaurowana postać, która jest wyjątkowo żywotna i pełna wigoru. Wrażenia po książce są niepowtarzalne – tak pisze tylko Sapkowski i tylko o wiedźminie.

Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)

Andrzej Sapkowski, „Sezon burz”, Warszawa, SuperNowa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat