Sezon na nudę

Recenzja książki „Sezon na winobranie”.
O ile „W dojrzewającym słońcu” to powieść przede wszystkim o winogronach, winach i pracy, o tyle w „Sezonie na winobranie” autorka skupia się bardziej na ludziach i normalnym życiu.

Są książki dobre i złe. Są książki dobrych autorów, które czyta się okropnie i książki autorów kiepskich, które czytamy jednym tchem.  Są w końcu książki, które pomimo, że są poprawne stylistycznie, językowo i tematycznie, są tak ciężkie  w odbiorze, że spędzają sen z powiek i sprawiają, że ja – nałogowa czytelniczka – mam ochotę zamknąć się w piwnicy i w ciemnościach siedzieć tak długo, aż ktoś daną powieść z mojego domu wyniesie. Tak jest też, niestety, z utworem „Sezon na winobranie” – musiałam poczekać, aż moja siostra wyniesie „to coś” z zasięgu mojego wzroku.

Powieść Atkinson to kontynuacja „W dojrzewającym słońcu”, czyli opowieści o kobiecie, która wraz z mężem przeprowadza się do Francji, by tam spełniać marzenia, otworzyć winnicę i zacząć nowe życie. Patricia powoli dąży do tego, czego pragnie, ale jak wiadomo, życie nie jest kolorowe i lubi płatać figle- kiedy wydaje się, że wszystko układa się dobrze, James zaczyna chorować, a długa rekonwalescencja i rozłąka (bo James leczył się w Wielkiej Brytanii), sprawiają, ze niegdyś idealne małżeństwo rozpada się koncertowo. Bohaterce trudno sobie poradzić z brakiem mężczyzny i dzieci, dlatego właśnie poświęca się pracy. Pracy czysto fizycznej, bo prowadzenie winnicy to wstawanie z kurami, kładzenie się spać wykończonym, życie w zgodzie z porami roku i kaprysami przyrody. O ile „W dojrzewającym słońcu” to powieść przede wszystkim o winogronach, winach i pracy, o tyle w „Sezonie na winobranie” autorka skupia się bardziej na ludziach i normalnym życiu. Jak to zazwyczaj w książkach bywa, przyjaciele potrafią zastąpić nieobecną rodzinę, tak i tutaj mamy dużo relacji międzyludzkich, pojawia się też nowa miłość. A dalej idzie tak, jak i w innych książkach – wszystko zaczyna się doskonale układa.

Powieść jest poprawna, ale jakoś niesamowicie mnie denerwuje. Chyba jest zbyt … pozytywna, zbyt różowa, zbyt podobna do wszystkich innych. Nie ma w niej nic nowego, nic, co potrafiłoby zaintrygować, bo przez cały czas miałam wrażenie, ze już to kiedyś czytałam, już ktoś to kiedyś napisał i gdzieś to już było. Ta powieść jest po prostu mało odkrywcza. Fakt, jest optymistyczna, radosna i pełna słońca, ale nie to świadczy o dobrym pisarstwie. Dla mnie ta książka jest po prostu nudna i żałuję bardzo czasu, który poświeciłam na jej przeczytanie. Jest dużo więcej wartościowych powieści, które w tym czasie  mogłam poznać.

Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)

Patricia Atkinson, „Sezon na winobranie”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat