Powieść rozgrywa się na tle niezwykle malowniczego nadmorskiego Darłowa. Towarzyszy jej powojenna atmosfera niepewności i obawy o utratę własnej prywatności. Autor opisuje historię rodzącego się uczucia dwojga ludzi. Spotykają się oni przypadkiem w pociągu i od razu zaczyna między nimi iskrzyć. Ewa Kniaziołęcka to historyk sztuki, która przyjechała do Darłowa w sprawach służbowych. Ronald Nowak to z kolei dziennikarz, myślący o ucieczce z opanowanego komunizmem kraju. Pomimo tego, iż kobieta ma narzeczonego, nieznajomy mężczyzna bardzo ją intryguje. Nieoczekiwane uczucie, które rodzi się między dwojgiem ludzi bardzo komplikuje ich życie. Oboje są zainteresowani legendarnym skarbem, jakim jest tryptyk Eryka Pomorskiego, jednak każdy z nich chce go wykorzystać do innych celów. Bohaterowie powieści niejednokrotnie stają przed trudnymi wyborami. Czy odnajdą w życiu szczęście?
Do przeczytania lektury zachęciła mnie niezwykle malownicza okolica, w której dzieje się akcja powieści. Darłowo jest jednym z moich ulubionych nadmorskich miejsc, do którego wracam z ogromnym sentymentem. Dzięki ciekawym opisom tamtejszych terenów mogłam się przenieść w zupełnie inną rzeczywistość bez wychodzenia z domu – poczuć zapach morza i powiew wiosennego wiatru. Pisarz poświęca największą uwagę dwójce głównych bohaterów oraz obecnej sytuacji politycznej w kraju. Na kartach książki przewija się wszechobecny komunizm. Lektura nie jest zbyt obszerna, jednak autor zamieścił w niej wszystko co najistotniejsze. Esencję życia w tamtejszych czasach. Nowak jest postacią niezwykle tajemniczą. Przez cały czas nie ma pewności czy jest on tym, za kogo się podaje. Ewa to z kolei kobieta niezwykle piękna, która próbuje wykorzystać swoją urodę do realizacji zamierzonych celów. Książka jest przepełniona skrajnymi emocjami począwszy od radości, poprzez monotonię i smutek.
Powieść nie jest przesycona zbędnymi scenami oraz mnogością bohaterów, przez co czytelnik nie czuje się zdezorientowany. Język, którym posługuje się autor nie jest zbyt skomplikowany. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest zastosowanie dialogów, dzięki którym nie jest ona monotonna. Książkę czyta się bardzo szybko. Jest niezwykle wciągająca, nie można się od niej oderwać. Nigdy nie spotkałam się z twórczością Leopolda Tyrmanda, ale po przeczytaniu tej powieści uważam, że jest ona naprawdę bardzo wartościowa. Książka zaciekawi z pewnością zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Jeżeli szukacie czegoś nietuzinkowego to uważam, że jest ona dla Was idealna.
Beata Jabłońska
(beata.jablonska@dlalejdis.pl)
Leopold Tyrmand, „Siedem dalekich rejsów”, Kraków, Wydawnictwo MG, 2017 r.
Komentarze