„Siedem lat w Tybecie” – recenzja

Recenzja książki „Siedem lat w Tybecie”.
Mroźny i niedostępny, a jednocześnie magiczny i przyciągający. Tybet ze swoją skomplikowaną historią fascynuje i pobudza wyobraźnię.

Mam taką zasadę: najpierw książka, potem film. W związku z tym wielu filmów, o których było głośno, wciąż nie obejrzałam, bo nie miałam wcześniej okazji zapoznać się z książką. Jednym z tych filmów był ten z pamiętną rolą Brada Pitta o himalaiście, którego okoliczności zmusiły do zamieszkania w zupełnie obcym kraju.

„Siedem lat w Tybecie” Heinricha Harrera to książka, która już weszła do kanonu powieści podróżniczych. Ostatnio miałam okazję przekonać się, dlaczego. Wydawnictwo Zysk i S-ka wypuściło nowe wydanie tej powieści. Dla mnie była to doskonała okazja do nadrobienia czytelniczych zaległości.

Pierwszym uczuciem, z którym rozpoczynałam lekturę i które towarzyszyło mi do ostatniej strony było oszołomienie. W końcu ta historia wydarzyła się naprawdę. Heinrich Harrer i Peter Aufschnaiter wyruszyli w 1939 roku z wyprawą w Himalaje. W momencie wybuchu wojny znaleźli się jednak w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie i dość szybko trafili do obozu dla internowanych. Ich determinacja w dążeniu do odzyskania wolności przyniosła efekty i udało im się uciec z obozu i finalnie przedostać do Tybetu.

I tu zastaje ich jakby zupełnie inny świat. Inna kultura, tak odmienna od tej, w której się wychowywali, inna mentalność, zwyczaje. Jak odnaleźć się w tej zaskakującej rzeczywistości?

„Siedem lat w Tybecie” urzeka przede wszystkim swoją autentycznością. Opowiedziana została z perspektywy obcego przybysza, dla którego Tybet stał się domem na długi czas. Heinrich Harrer z prostotą, oszczędnymi słowami, opowiada o ludziach, których spotkał na swojej drodze. Dzięki niemu i my poznajemy ich historię. W książce nie brakuje też opisów tradycji. Dla mieszkańców tej krainy tradycja jest niezmiernie ważna, definiuje ich jako jeden naród, hermetyczny, z ograniczonymi wpływami obcych kultur.

Niemal na dachu świata owianego magią i tajemnicą, bohaterowie nie mieli jednak sielskiego życia. Mieszkańcy byli początkowo bardzo podejrzliwie do nich nastawieni, a ci musieli zmierzyć się ze światem, którego nie rozumieli. Fascynacja tradycją i odmiennością kultury pewnego dnia blednie przy problemach dnia codziennego. Brak dostępu do lekarstw oraz zdobyczy zachodniej cywilizacji okazały się bardzo gorzką pigułką do przełknięcia.

Mimo upływu czasu „Siedem lat w Tybecie” nadal porusza. Opisy przyrody, życia w tym odizolowanym kawałku świata, konfliktów, które nie omijają tego miejsca, czyta się z niemal zapartym tchem.  Książka zdecydowanie warta przeczytania. I to nie jeden raz.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Heinrich Harrer „Siedem lat w Tybecie”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat