W wieku 19 lat Samantha wraz z najlepszą przyjaciółką wybiera się w podróż po Europie. We Francji poznaje przystojnego Jean- Luca i chociaż spędza z nim jedynie dobę, to mężczyzna na długo pozostaje w jej sercu. Po powrocie z podróży otrzymuje od niego 7 listów pełnych miłości i czułych słów, a także obietnic. Nigdy jednak nie odpisuje…
20 lat później nie wiedzie jej się zbyt dobrze. Rozstaje się z mężem, ma długi, a na rynku panuje bezrobocie przez co nie może znaleźć pracy. W dodatku jej ukochany pies zaczyna poważnie chorować. Za namową przyjaciółki powraca do tych 7 pięknych listów, które dają jej nadzieję, na lepsze jutro. Samantha postanawia też odnaleźć Jean-Luca i wyjaśnić mu dlaczego wtedy nie odpisała. Nie wie jeszcze, że dzięki temu w jej życiu znów zagości radość i miłość, a Jean-Luc i jego dzieci dadzą jej siłę by żyć i walczyć, a także kochać ponad wszystko.
Zaskoczył mnie bardzo początek książki – na wstępie dostajemy informację o szczęśliwym życiu dwójki bohaterów i o tym, że aktualnie są oni bardzo szczęśliwi. Byłam zła, jeżeli nie wściekła, że autorka popsuła mi całą zabawę już na wstępie. Jednak wraz z kolejną przeczytaną kartką rozumiałam dlaczego. „Siedem listów z Paryża” to historia każdej z nas – zwykłej kobiety ze swoimi słabościami i problemami. Jednak wraz z rozwojem wydarzeń uczymy się, że każda z nas ma w sobie pokłady wewnętrznej siły o jakiej nam się nawet nie śniło – zwłaszcza jeżeli kochamy i jesteśmy kochane. Dzięki gorącemu uczuciu Sam raz na zawsze udaje się rozstać ze starym życiem – bierze rozwód, stara się wyprostować swoje problemy finansowe i chowając dumę do kieszeni podejmuję się pierwszej lepszej pracy, aby tylko nareszcie zacząć zarabiać. W dodatku podejmuje odważny krok jakim jest życie w innym kulturowo i językowo kraju –jednak w tym wypadku otrzymuje wsparcie od Jean-Luca i jego bliskich. Długa droga jaką pokonują bohaterowie „Siedmiu listów z Paryża” tylko umacnia ich uczucie i utwierdza w przekonaniu, że warto walczyć o swoje szczęście.
Historia opisana w tej książce wydarzyła się naprawdę, co wywołuje uśmiech na mojej twarzy. To piękne, że ludzie potrafią tam mocno o siebie walczyć. Na koniec pozostaje tylko podziękować autorce, że zdecydowała się opisać wszystkie swoje przeżycia i podzielić się nimi z tymi wszystkimi kobietami na świecie. Być może „Siedem listów z Paryża” zmienią jeszcze nie jedno życie.
Ilona Cygan
(ilona.cygan@dlalejdis.pl)
Samantha Verant, Siedem listów z Paryża, Warszawa, wyd. Muza SA, 2016
Komentarze