Scott Sampson osiągnął stabilizację, o której marzy chyba każdy czterdziestolatek. Nie tylko cieszy się poważaniem, pracując jako sędzia federalny, ale również posiada udane życie prywatne. Przed laty ożenił się ze swą wielką miłością z czasów studiów Alison i obecnie wychowuje z nią dwójkę sześcioletnich bliźniaków - Sama i Emmę w malowniczo położonym domu. Jego życie wypełnia idylliczna rutyna. W każdą niedzielę smaży naleśniki, w poniedziałki tańczy w kapeluszach, a w środy chodzi na basen. Spokój wali się jak domek z kart, gdy pewnego dnia Scott dostaje od małżonki smsa, że tym razem to ona odbierze maluchy ze szkoły. Jednak kilka godzin później okazuje się, że Alison nie wysłała mu żadnej wiadomości. Najgorszy koszmar każdego rodzica staje się jawą – ich dzieci zostają porwane. Tajemniczy kidnaper nie żąda jednak niewyobrażalnej kwoty pieniędzy, a „jedynie” tytułowego trzymania języka za zębami i ścisłego przestrzegania wskazówek dotyczących wyroków, które Scott ma wydać w nadchodzących sprawach sądowych.
Pozornie proste i jasne polecenie uruchamia ciąg wydarzeń posiadających destrukcyjny wpływ zarówno na karierę zawodową, rodzinę, jak i psychikę Scotta. W mężczyźnie odżywają stare pokłady zazdrości, przez co zaczyna wątpić w szczerość swej wymykającej się po kryjomu żony. Ona sama podejrzewa o współudział ich mieszkającą w domku gościnnym turecką nianię. Z kolei współpracownicy i przełożeni Sampsona coraz bardziej kwestionują jego decyzje, dochodząc do wniosku, że dotychczas sprawiedliwy i obowiązkowy sędzia najwyraźniej musiał stracić kręgosłup moralny i zaczął brać łapówki. Nie mogąc wyznać prawdy, główny bohater i zarazem narrator powieści coraz bardziej pogrąża się w zapętlającej się spirali kłamstw i desperackich próbach odkrycia, kto za tym stoi, jednocześnie zdając sobie sprawę, że każdy błąd może kosztować go utratę dzieci.
Nie da się zaprzeczyć, że frustracja i rozpacz bijąca z kart „Siedź cicho” jest wręcz namacalna, jednak ostatecznie dramatyczny wydźwięk opowieści rozmywa się pod ciężarem prawnych procedur, zbędnych wątków i absurdalnych rozwiązań. Wydaje mi się, że mimo wszystko za mało miejsca Brad Parks poświęcił na uczynienie Scotta i Alison postaciami z krwi i kości, żeby ta historia wybiła się na tle tysiąca innych kryminałów z porwaniem nieletnich w tle. Moment, w którym wszystko powinno złożyć się w logiczną całość, nie sprawił mi jako czytelnikowi żadnej satysfakcji, a potem było jeszcze gorzej. Niestety, w zamierzeniu zapewne emocjonalny finał przywodzi na myśl rozwiązania z kina akcji, a następnie melodramatu klasy C. Naprawdę przykro jest czytać książkę, której potencjał zostaje zmarnowany w tak widowiskowy sposób.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Brad Parks, „Siedź cicho”, Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca, 2017 r.
Komentarze