W latach 60. środowiskiem psychologów wstrząsnął eksperyment przeprowadzony przez Stanley’a Milgrama. Badał on mechanizm i granice ślepego posłuszeństwa wobec autorytetów (dotyczącego między innymi zjawisk, jakie miały miejsce w czasie II wojny światowej). Eksperyment Milgrama polegał na badaniu posłuszeństwa uczestników eksperymentu wobec naukowca (autorytetu – podstawionego przez Milgrama) w dawkowaniu porażenia prądem osobie trzeciej (również podstawionej przez Milgrama). Wyniki tego eksperymentu okazały się zadziwiające. I właśnie to stało się podstawą książki „Posłuszeństwo” Willa Laverdera.
Akcja książki została osadzona w środowisku akademickim. Grupa studentów trafia na zajęcia z logiki do profesora Leonarda Williamsa. Od początku widać, że będą to zajęcia nieszablonowe, bowiem, aby je zaliczyć, trzeba będzie rozwiązać zagadkę porwania pewnej dziewczyny. Szybko okazuje się, że nie wiadomo do końca gdzie kończy się ta hipotetyczna, wymyślona sytuacja, a gdzie zaczyna prawdziwe życie. Właściwie rozwiązanie, skądinąd dość nieprzewidywalne, otrzymamy dopiero na samym końcu książki.
Zanim przystąpicie do lektury tej książki, małe sprostowanie (jak zwykle, z okładki). Otóż „Posłuszeństwo” to ponoć „superthriller psychologiczny”. Oczywiście, jest to określenie mocno na wyrost. Przyznać trzeba, że psychologii w książce sporo (pewnie przede wszystkim dzięki odniesieniom do Milgrama), ale na miano „super” w moim odczuciu książka nie zasłużyła.
To, co najbardziej raziło mnie podczas czytania książki Willa Laverdera, to jej atmosfera. Przyznam, że zmęczyła mnie. Aż czuło się sztuczne tworzenie mrocznego klimatu, wszystko napisane było jakby na siłę, aby za wszelką cenę wyszedł z tego thriller. Psuło to przyjemność czytania i było zupełnie niepotrzebne, bowiem wydaje mi się, że sama historia mogła się tu obronić.
„Posłuszeństwo” Willa Lavendera to książka, która może zaskoczyć zakończeniem. Jej fabuła jest gęsta od intryg, niedomówień, matactw. Nawiązanie do kontrowersyjnego eksperymentu z pewnością podnosi jej atrakcyjność. Choć jednocześnie trzeba przyznać, że fabuła jest raczej nieprawdopodobna i dość naciągana. O tym jednak w pełni będzie można przekonać się, gdy dotrwa się do końca „Posłuszeństwa”.
Czy warto jest sięgnąć po powieść Willa Laverdera? Uważam, że tak. Z ciekawości. Choć na moją prywatną listę bestsellerów książka się nie kwalifikuje, to jednak pozostaje w pamięci jeszcze przez chwilę po przeczytaniu ostatniego zadania.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Will Laverder, „Posłuszeństwo”, Bellona SA
Komentarze