Przyznam szczerze, że po lekturze „Willi”, mój apetyt na kolejną książkę Magdaleny Zimniak był ogromny. I opłacało się trwać w tym czytelnicznym niedosycie. „Pokój Marty” rekompensuje czas oczekiwania całkowicie.
Magdalena Zimniak już w „Willi” udowodniła, że w niezwykły sposób potrafi ukazać problemy, o których zwykło się nie mówić ot tak. W „Pokoju Marty” znów tajemnicza przeszłość wkrada się w teraźniejszość i mocno determinuje przyszłość. I znów w pewnym momencie lektury padamy ofiarą misternie utkanej fabuły i nie dajemy się od niej oderwać. A historia wciąga.
Oto nastoletnia Marta wraz z ojcem przeprowadza się do okazałego domu. A że każdy dom skrywa jakąś historię, tak i tutaj szybko ta wychodzi na światło dzienne. Wojenne okrutne doświadczenia, które spotkały jego mieszkańców nadal w nim żyją. I ożywają jeszcze bardziej za sprawą tajemniczych wizji Marty, których nie sposób zignorować. Dziewczyna zaczyna rozgrzebywać przeszłość domu, nie bardzo jeszcze wiedząc, co próbuje jej przekazać w owych wizjach, poprzednia lokatorka. Cały czas to jednak wokół niej krąży i sieje niepokój. Napięcie rośnie, szczególnie, że dziewczyna mocno komplikuje sobie nastoletnie życie, wdając się w romans z nauczycielem. Z góry można założyć, że z tego nie może wyjść nic dobrego, ale to, co rzeczywiście wyjdzie, zaskakuje.
Historia zaserwowana przez Magdalenę Zimniak w „Pokoju Marty” to nie tylko historia tajemniczych przeszłych wydarzeń, które ożywają. W które można wierzyć lub nie. To także gorzka opowieść o zwykłym ludzkim zagubieniu w obliczu straty bliskiej osoby i w obliczu miłości. O wchodzeniu w dorosłość jednych i o próbie radzenia sobie z nią tych bardziej dojrzałych. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest jeszcze miejsce na niesamowitą międzypokoleniową przyjaźń.
„Pokój Marty” to epicentrum silnych czytelniczych emocji, często skrajnych. Takich książek nie zapomina się ot tak. Tym bardziej, że po lekturze zarówno „Willi”, jak i „Pokoju Marty” w głowie szybko piętrzą się myśli, że każdy dom skrywa jakieś tajemnice. Aż chciałoby się poznać historię własnego dachu nad głową. Silniejsze od ciekawości staje się jednak życiowe asekuranctwo, bo chyba lepiej nie grzebać się w przeszłości, by teraźniejszość i przyszłość płynęły spokojnym rytmem. Choć kusi niebywale...
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Magdalena Zimniak, „Pokój Marty”, Replika 2012
Komentarze